W Zakonie Świtu nic mi problemu o dziwo nie sprawiło. Jedynie Mulandir i Godmarchia zatrzymały mnie na dłużej...
A w Oddechu zimy problem już dla mnie stanowił wyczyszczenie bariery szkieletów w Warownej jamie. Miały one 28 level i wybicie ich zajęło mi 2 godziny wkurzania się i radowania z zabicia przynajmniej jednego potwora
Za samo ich zabicie to prawie level.
W Cień Feniksa jedynym większym problemem był Laurin ( za szybko na niego poszedłem) i Rozpalone kamienie ( drugi etap z Wilkowcami ).
Najwięcej problemów sprawiło mi Południowa Godmarchia, bo Ostrza atakowały mnie co 20 sekund to prawie jest piekło, zwykle atakowały mnie co 5-6 jednostek, no i jeszcze Lodowe Golemy
Najwięcej problemów miałem z Cieniem Drzew, Dziką Przełęczą i Południową Godmarchią jednak było to parę lat temu kiedy grałem pierwszy raz. Teraz nie mam już z niczym problemu.
Mi sprawił problem Mulandir , choć po zabiciu paru meduz już nie było tak ciężko.
Moim zdaniem dużo zależy kim się gra. Ja grałem magiem żywiołów mieszanym z wojownikiem i nie miałem żadnych problemów ze stworzeniami posługującymi się magią żywiołów.
O matko, przypomniała mi się Krucza Przełęcz. To było straszne. Męczyłem się kilka dni, aż się ostro wkurzyłem(zwykle nie używam kodów - nie lubie ułatwień gry:P) i użyłem teleportu avatara i odrazu do Kathai przeszedłem
Co do ożywieńców to raczej nic nie mam. Na początku mojej przygody ze spellforce miałem spory spór z monumentem krasi. Po prostu nie umiałem nimi grać. pamiętam, że w kurhanach skowytu nie robiłem armii, tylko po prostu używałem kodów -.-
A co do topicu to z tego co pamiętam to misja z cieniami zajęła mi dość sporo czasu, przez to, że nie mogłem znaleźć tych cieni na mapach i tego kawałka czegośtam w kurhanach skowytu.
Oprócz tego to trochę roboty było z setem Amry i Lei.
Z innych kampanii szczególnych sporów nie pamiętam, jak już coś to w kryptach zegarowych, ale to nie z misją był związany problem.