Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."

Zanim przekroczysz wrota, upewnij się, że masz głowę. A najlepiej to dwie...
Eon
Postrach moderatorów
Posts: 633
Postać w RPG: MG
Location: nadejdzie śmierć?
Contact:

Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."

Post by Eon »

Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."
Dusze biorące udział w torturach literackich:
  • Eddilard Wolfire
    Elley
    Evanesca Irenvire
    Faern Liom
    Falibor
    Fläveth Iberin Rhazaal [BN]
    Thomas Etthka
    Terill
    Inni
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

- Następnym razem pukaj, gdy wchodzisz do tego gabinetu. Chociaż nie... onegdaj jeszcze z drzwi korzystałeś, teraz nie mogę się nawet uwolnić od tej pieprzonej teleportacji i lustrzanych odbić.
- Skończyłeś?
- W zasadzie tak. Możesz już zacząć udawać, że bardzo ci się śpieszy.
- Norma... zapominasz do kogo mówisz i emanujesz tetrycznością.
- A ty jesteś łysy. Skoro już oczywistości mamy za sobą... stało się coś, o czym powinienem wiedzieć?

Na ostatnie pytanie uosobienie chamstwa musiało chwilę zaczekać. W końcu Magowie Kręgu nigdy się nie śpieszą, prawda? Tym razem sprawa była jednak pilna, z tego też powodu Mistrz Luster postanowił osobiście pofatygować się do jednego ze swoich najbardziej zaufanych... ekhem, doradców, by w klarowny sposób przedstawić mu niezwykle ważne plany na przyszłość.

- Interesujące. Nic z tego nie rozumiem.
- Czyżby twój przenikliwy umysł w końcu cię zawiódł?
- Skądże. Zwyczajnie nie rozumiem, dlaczego przychodzisz do mnie z tym dopiero teraz.
- Miałem inne rzeczy na głowie.
- Proponuję przemieścić je do środka, jest tam dużo miejsca odkąd amputowałeś sobie mózg.
- Ale portal jest już gotowy.

Współrozmówca Mistrza nieco się zasępił, by wkrótce powstać z dziwnie zaprojektowanego fotela o niezwykłym kształcie. Wydawał się nagle bardziej zainteresowany zleceniem.

- Nie potrzebuję żadnych pomocników. To tylko małe chwasty, które trzeba wyplenić.
- Mylisz się. Przygotowałem zbiór akt i notatek na temat wybranych. Zapoznaj się z nimi. W najbliższym czasie ich życie stanie się bardziej dynamiczne...
- Mam wysłać kruki?
- Nie trze... chociaż ostatecznie mógłbyś to zrobić. Najbliższe kilka dni spędzę w Mulandirze. Do tego czasu wszyscy mają zostać odpowiednio przygotowani, szczegóły wyjaśnię im sam. To dosyć wątpliwe, lecz jeśli uda Ci się mnie zawieść...
- Nawet mnie nie denerwuj.
- Dobrze. Zawierzam twym umiejętnościom.
- Niech będzie. Jeszcze nie zapomniałeś, jak wygląda klamka, prawda?

Na lico Sylweranda wpełzł wredny uśmieszek. Po przejściu kilku kroków w stronę wyjścia, zatrzymał się i odwrócił. Coś go trapiło...

- Nigdy nie powiedziałeś, w jaki sposób samoistnie stałeś się runą. Nie powiedziałeś nawet, dlaczego to zrobiłeś. Nie wiem również, czy mogę ufać osobie, która służy mi z powodów o których nie mam pojęcia.
- Po pierwsze, nie podlegam Kręgowi. Po drugie, nie możesz mi ufać. Dlatego jeszcze siedzę na tym zadupiu wysłuchując twojego ględzenia. Inaczej pewnie zanudziłbym się na śmierć. Na resztę pytań nie odpowiem. Dosyć kłapania ozorem.
- Ty, Ty cholerny Dziadu!
- A twój syn znowu opuszcza lekcje. Chyba na następną wyprawę zabiorę go ze sobą.
- Nawet tak nie mów.
- Przeważnie nie zmuszam nikogo, by mnie słuchał. Nie chcesz tego robić? Łatwiej ci będzie poza tymi czterema ścianami.
- Jesteś niereformowalny!
- Zawsze byłem.

Ostatnie dwa słowa ponownie wywołały uśmiech na twarzy Srebrnika, o dziwo... szczery. Wkrótce potem, Łysek na dobre opuścił pomieszczenie.

- Bądź zdrów.
*** - Co... co to jest? Co to znaczy? Plebs, zakonnica o wyglądzie markietanki, porzucony dzieciak, ojcobójczyni... pięknie. Hirinie, ocal!
*** Nie było odwrotu. Zespół został skompletowany. Doradca nie ukrywał zażenowania tym faktem, wołając raz po raz o pomstę do nieba za niekompetencję pracodawcy. Ostatecznie zrezygnował z bezowocnych zawodzeń, w końcu nie pragnął rozgniewać żadnego z dzieci Aonira. Nie. Tak naprawdę to na razie miał ich gdzieś. Przez moment zastanawiał się, czy go to czasem nie przerosło. Na szczęście stara duma i ego szybko zlikwidowały te, i inne bliźniacze przekonania.

W ciągu dwóch kolejnych wschodów księżyca, poszczególne osobniki z grupy otrzymały listy z nieznaną pieczęcią...
  • Ty, który to czytasz: niniejszy dokument obliguje adresata do stawienia się na dziedzińcu Lustrzanego Pałacu w okresie do trzech cykli słonecznych* od jego otrzymania. W razie niedopełnienia obowiązku, odbiorca poniesie surowe konsekwencje.

    PS Rusz dupę i zabierz wszystko, co wydaje ci się potrzebne na wyjątkowo długą podróż. Nie guzdraj się!
Z niewymuszoną pogardą: Anonim
Więc? Co teraz? W jaki sposób zareagują ludzie zaszczyceni przez owe wiadomości?

* Mam nadzieję, że jesteście na tyle bystrzy by zgadnąć, co to oznacza. Najwyżej się spóźnicie i będą na Was czekać piekielne męki.
[No... chyba zaczęliśmy. Wiecie co robić!]
Last edited by Eon on Tue, 12 Jun 2012, 16:21, edited 4 times in total.
Tallos
Łupieżca tematów
Posts: 220
Postać w RPG: Faern Liom
Location: Zawsze tam gdzie się nie spodziewasz.

Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."

Post by Tallos »

Ojej, a co to takiego? Co ten list tutaj robi i w ogóle skąd się wziął? Dziwne..
No cóż, na zwitku papieru była też dziwna pieczęć, której pochodzenia nie znałem. Czyżby Mistrz miał jakiś problem? Ale dlaczego sam do mnie z tym nie przyszedł. No nic, czas go otworzyć.
Szybkim ruchem złamałem pieczęć i zacząłem czytać informacje w nim zawarte. W liście była mowa o tym, że muszę się stawić na dziedziniec Lustrzanego Pałacu w ciągu trzech cykli słonecznych. Oznaczało to tylko jedno... kłopoty. Dobrze wiedziałem, że jeżeli ktoś nie wywiązuje się z poleceń otrzymanych najpewniej od Mistrza Luster, kończy... właściwie nie wiem gdzie, gdyż ta osoba po prostu znika. Z drugiej strony skąd mam mieć pewność, że ten list nie jest podpuchą? Nie, nie dam się zwieść, przecież umiem się bronić. Najwyżej zostanę lekko poturbowany, ale co tam. Zacząłem się pakować. Wrzucałem swoje rzeczy do skórzanej torby. Oprócz księgi zaklęć, dziennika, książki o kulturach i rasach oraz zapasowej białej szaty wziąłem także swój niepozorny mały sztylet, tak na wszelki wypadek.
Kiedy już skończyłem, ubrałem się w swoje zielone wdzianko i wesołym krokiem ruszyłem w stronę dziedzińca.
Why magic is magic?
Image
Karta Faerna
Aileen
Wójt
Posts: 216
Postać w RPG: Evanesca | Fay
Location: Ależ skąd!
Contact:

Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."

Post by Aileen »

Czas wolny od wykonywania poleceń właściciela jej runy Evanesca spędzała głównie w swoich kwaterach, od czasu do czasu wybierając się na niezbyt dalekie spacery czy wizyty w miasteczkach. Teraz od paru dni nie opuszczała włości Srebrnej Dłoni, choć w rzeczywistości naprawdę nie miała nic do roboty. Prawdziwym powodem dla którego nie siedziała teraz w ogrodach czy lesie była pogoda. "Lało jak z Cerbera!" - jak mawiał jeden z średnio rozgarniętych pachołków...
Evanesca siedziała na szerokim marmurowym parapecie, opierając się o ścianę. Imponujące, prawie dwa razy wyższe od niej okno otwierało się na wewnętrzny dziedziniec, aktualnie mokry, szary i opustoszały. Osoba z lękiem wysokości pewnie trzymałaby się z daleka od takich okien, dziewczynie jednak to nie przeszkadzało. Czytała od paru godzin jedną ze swych książek i zapomniała całkowicie o otaczającym ją świecie.
Głośny łomot i brzęk wyrwał ją z zadumy w bardzo gwałtowny sposób. Wylądowała na podłodze, książka upadła z plaśnięciem tuż obok. Dziewczyna podniosła się ostrożnie i wyjrzała przez okno.
Brudna, błotnista plama na szybie znaczyła miejsca uderzenia "pocisku". Na zewnętrznym parapecie podrygiwał starszawy gołąb pocztowy. Evanesca szybko otworzyła okno i chwyciła ptaka, zanim zdążył spaść.
Na wpół oskubane ptaszydło zagruchało cicho i wlepiło w nią smętne spojrzenie nieco zmętniałych, bursztynowych oczek. Tymczasem, zaciekawiona runiczna odwiązała od nóżki ciasno zwinięty kawałek pergaminu i rozwinęła go. Jej oczy szybko przeskakiwały po linijkach tekstu. Zaciekawienie z miejsca ustąpiło znudzeniu. Zmięła papierek i wrzuciła do kosza.
- Sratatata... - mruknęła i wróciła do lektury. Dobrze wiedziała kiedy rozkaz był wydawany przez Sylweranda. Po prostu nie mogła mu się wtedy sprzeciwić. Do słuchania innych nie była w żaden sposób zobligowana.
- Wyjmij to z kosza. Będziesz mieć kłopoty.
Evanesca znowu prawie spadła z parapetu. Rzuciła zirytowana książkę na łóżko. Znała tylko jedną osobę tak sprawną w telepatii.
- Naprzeciwko.
Podeszła do okna wyjrzała na zewnątrz. Istotnie, z budynku naprzeciw zza okna machał jej ciemnowłosy mag, szczerząc zęby. Pokazał jej trzymaną w ręce lunetę.
- Odwal się ode mnie, debilu! - warknęła i zasłoniła szczelnie okno grubą kotarą.
- Słyszałem to. A wracając do meritum, to gołąb Rhazaala. Tylko on wysyła do ludzi takie na wpół oskubane truchła. Będziesz mieć kłopoty.
Pstryknęła palcami i pokój wypełnił się światłem, gdy ponad dwa tuziny świec w żyrandolu zapłonęły jednocześnie. Wyciągnęła zwitek z kosza i przeczytała raz jeszcze. Po chwili wahania położyła świstek na biurku.
Gołąb zagruchał zmęczonym głosem, otrząsnął się z wody, schował łebek pod skrzydło i zasnął.



Trzy dni później, bardzo wczesnym rankiem, Evanesca siedziała na jednym z foteli, po raz ostatni przeglądając zabrane z sobą rzeczy. W duchu wolałaby jeszcze raz iść negocjować z mroczniakami odnośnie cen księżycowego srebra niż wybierać się gdziekolwiek z szalonym starym dziadem. Miała tylko nadzieję, że nie ją jedną wybrano jako wsparcie, inaczej na pewno nie wrócą z wyprawy w komplecie...
Spoiler:
Szaleństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bardziej szalone, tym bardziej logiczne, tym bardziej wyrafinowane, tym bardziej wymowne, tym bardziej olśniewające.
Landaen
Łowca postów
Posts: 139
Postać w RPG: Falibor

Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."

Post by Landaen »

Wojak przeciągnął się na łóżku, przetarł zaspane oczy i ziewnął potężnie. Wstając z wyrka, sięgnął po leżące nieopodal kurtę, pas i uzbrojenie. Wtedy też jego uwagę zwrócił list, leżący tuż obok. I pieczęć na nim.
W życiu takiej nie widział. Kierowany ciekawością złamał ją i szybko przebiegł oczami po tekście. ,,Obliguje", ,,adresat" i ,,cykle słoneczne" zakuły go w oczy. Cholerne profesorki.
-Dziadyga...-mruknął do siebie. -Jeśli ta cholera wlazła tu w nocy...
Falibor zastanowił się przez chwilę nad tymi ,,surowymi konsekwencjami", o których wspominało pismo, szybko jednak porzucił te rozważania. Wizja szorowania nocnika Dziada gołymi rękoma nie była czymś, nad czym runiczny chciał rozmyślać. Chyba jednak należało chyba zastosować się do rad zawartych w liście. Czasu miał sporo-od dłuższego czasu nie ruszał się z siedziby Srebrnej Dłoni. Pakowanie też nie powinno zająć go zbyt dużo, bo oprócz tego, co nosił na grzbiecie, zabierał ze sobą tylko sakwę z prowiantem i drobiazgami.
Trzy dni później, wczesnym rankiem, udał się więc na dziedziniec, mając szczerą nadzieję, że nie będzie musiał tam sterczeć do wieczora. W liście nie było bowiem podanej żadnej konkretnej pory dnia, a jedni bogowie wiedzieli, czego się spodziewać po Dziadydze.
Elley
Skrytopisarz
Posts: 15

Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."

Post by Elley »

Dziewczyna siedziała na parapecie i obserwowała zachmurzone niebo. Uśmiechnięta, czekała na widok potężnych piorunów. Rozmyślała nad treningiem, który wcześniej odbyła. Analizowała sobie jak może polepszyć skuteczność zaklęć, kiedy na stoliku zobaczyła list. Wstała i wzięła go do ręki, przyglądając się nieznanej pieczęci. Po chwili przełamała ją i uważnie przeczytała zawartość. Podrapała się po głowie, nie wiedząc, co o tym sądzić. Po chwili stania i wpatrywania się w kartkę, wzruszyła ramionami i ją odłożyła. Nic ją tu nie trzymało, a wizja niebezpieczniej przygody i adrealiny kusiły dziewczynę do tej wyprawy. Nie zważała na groźbę śmierci ani ran, które jej groziły. Nawet nie zastanawiała się, od kogo jest ten list. Nie bardzo ją to obchodziło, wręcz dla niej mógłby to być nawet włóczęga, który poszukuje pomocy. Spakowała do torby potrzebne przedmioty, a w wyznaczonym terminie znalazła się na dziedzińcu.
1Magol
Odbębniacz postów
Posts: 54
Postać w RPG: Eddilard Wolfire
Location: Łódź

Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."

Post by 1Magol »

Kolejny nudny dzień - pomyślał Eddilard jedząc śniadanie w karczmie - Kolejny dzień jedzenia tego śmierdzącego świństwa i picia tego piwa robionego chyba z wymiocin ludzi, którzy je wypili przede mną... - kończąc tą myśl pociągnął ostatni łyk owego napoju i zjadł ostatni kęs prawie czerstwego chleba - chyba muszę sam coś upolować bo z tym daleko nie zajdę - Skończywszy jeść wstał od stołu zapłacił karczmarzowi i pożegnał się z pozostałymi najemcami zapijającymi kaca po wczorajszej uczcie...

Zabrawszy rzeczy wojak wyszedł z karczmy i postanowił udać się w stronę lasu - Jeżeli zaraz nie zjem soczystego kawałka mięsiwa to Hirin mi świadkiem że zjem swoją runę. Ehhh... - powiedział na głos, jakby do siebie i ruszył w drogę.
- Stój! Zaczekaj! Edd! Zatrzymaj się wreszcie! - usłyszawszy te słowa obrócił się i zobaczył swego znajomego, również najemnika Władcy Luster - Myślałem że mnie nie słyszysz - powiedział dobiegając do Edda młody Esfeitis.
- Czego chcesz Esfeitisie? - odrzekł chłodno wojownik - śpieszę się na polowanie - dodał i wzdychnął okazując znużenie.
- Przechodziłem obok twej kwatery i zobaczyłem że przyszedł do Ciebie kruk -pomyślałem że chciałbyś o tym wiedzieć
- Nie obchodzi mnie jakiś kruk, potrzebuję mięsa a takim ptakiem się nie najem! - Powiedział głośno śmiejąc się pogardliwie
- Bardzo śmieszne - odrzekł chłopak - ale na prawdę radzę Ci wrócić i przeczytać ten list - powiedział z powagą
- Po co? To pewnie spóźnione życzenia urodzinowe - to powiedziawszy Edd wzdychnął jeszcze raz tym razem głośniej i dosadniej
- O już nie wzdychaj tak! - zdenerwował się młodzieniec - Niech mnie Aonir ukaże jeśli nie mówię prawdy! Eddilardzie ten kruk był inny, nigdy takiego nie widziałem... Jakby żył dłużej ode mnie, a oczy miał tak przeszklone jak człowiek, któremu ktoś chyba przez wieki dmuchał dymem w twarz. Proszę Cię Edd wysłuchaj mnie i przed wyprawą zoba...
- Dymem powiadasz! Myślałem że znowu robisz z igły widły a ty przynosisz mi tak wspaniałe wieści! Zobaczymy się, w sumie nie wiem kiedy - skończył cicho a następnie szybkim krokiem ruszył w stronę kwater.

Dochodząc do swojej kwatery Edd zaczął rozmyślać - Czyżby dziad się odezwał? Mało prawdopodobne, ale kto inny ma takie kruki? - otworzył drzwi i zobaczył leżący na stole list i odlatującego przez okno kruka - Dziwna pieczęć, nie spotkałem takiej nigdy... Może to jednak on! - Szybko "rozpakował" kopertę i zaczął czytać
- Mhmhm... Aha.... Okej... Rozumiem czyli to nie od dziada... Widocznie Wielki mag kręgu przypomniał sobie wreszcie że ja żyję i postanowił mnie wykorzystać... - Odłożył list a po chwili zastanowienia schował go do kieszeni.

Następnie Edd spakował się tak jak miał w zwyczaju - bez zbędnego balastu - i postanowił wyruszyć, ale nie na dziedziniec, o nie... wojownik ruszył do lasu na polowanie.

Trzy dni później Edd przyszedłszy na plac usiadł na jednej z drewnianych ławek tam stojących. Nie był pierwszy na dziedzińcu znajdowały się już dwie lub trzy osoby będące tam chyba z tego samego powodu co on sam. Uśmiechnął się i zaczął patrzeć na wstające nad dziedzińcem słońce, czekając na rozwój wydarzeń. A może po prostu na Dziada?
Last edited by 1Magol on Sun, 10 Jun 2012, 22:16, edited 2 times in total.
Ari
Arinistrator
Posts: 1318
Location: Z Brzuszka Mamusi
Contact:

Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."

Post by Ari »

Nigdy nie ufaj ludziom.
A już nigdy, absolutnie nigdy, nie ufaj starcom.

Na mnie już za późno.
Gdybyś wiedział, w co ja się wpakowałem...


Mężczyzna stojący nieco z boku zamknął książkę, w której przed chwilą namiętnie coś bazgrał kawałkiem węglowego rysika. Z czułością schował dobrze zachowany, oprawiony w skórę zbiór kart papieru do prowizorycznego plecaka, jaki nosił ze sobą. Uniósł młodzieńczą głowę i - gdy tylko odgarnął włosy, nagle zasłaniające mu cały horyzont, a następnie dłonią osłonił oślepione słonecznym blaskiem oczy - rozejrzał po placu. Dnia trzeciego (choć on sam był tu pierwszy, bo zaraz po świcie), jak napisano w liście, stawił się w wyznaczonym miejscu. Kilka osób wyróżniało się z tłumu - te persony nie krzątały się to w jedną, to drugą stronę, nie wydawały się być pochłonięte swymi sprawami. Zwiadowczy nos podpowiadał obserwatorowi, że na coś czekają. Zapewne na to samo, co on. Kolejne zlecenie, okazja do zarobienia monet, niezbędnych, jeśli chciał przeżyć kolejny dzień - a przecież chciał.
Słońce przyjemnie objęło swymi promieniami jego nagi tors, gdy wyszedł z cienia i oparł o jedną z pobliskich kolumn. Była to jedyna przyjemność, jakiej zaznał od wielu dni, ba, miesięcy.
Radosny szmer chłodzącego wiatru, wesoły plusk ryb w rzekach, bezustannie szeleszczące lasy, górskie potoki - żadna z tych rzeczy nie była w stanie wyprowadzić go z melancholii. Nawet dzisiejszy dzień, cieplutki, słoneczny, ozdabiany śpiewem ptaków i radosnym gwarem miasta, wydawał mu się ponury, nieprzyjazny. Nagle dłonie słońca przestały go obejmować, chwyciły mocniej, jakby chciały go spalić.
Wszystko przez tę chorobę. Nie potrafił przestać myśleć o niej, czy też - ściślej mówiąc - nie potrafił przestać myśleć o lekarstwie, które było tak daleko. Coraz trudniej było mu się skupić na przeżyciu. Bo czy życie spędzane tylko na szukaniu lekarstwa na nieuleczalną chorobę lub zażywanie coraz większych dawek owego leku ma jakiś sens? Na to pytanie nie potrafił sobie odpowiedzieć. Łudził się, że jeszcze nie potrafił.
Jego uwagę przykuł przechodzący niedaleko człowiek. Thomas odgarnął włosy z czoła i w ten ponury, bezchmurny, szary, słoneczny dzień rozejrzał się ponownie wokół siebie, zwracając szczególną uwagę na osoby zdające się na coś czekać.
Sam, naturalnie, również czekał. Choć nie bardzo wiedział, na kogo.
Grunt to szczerość (wyrwane z kontekstu, ale co tam)...
Hju wrote:Ja tu modem nie jestem, Fen. Czasem tak bana strzele tylko...
"Przeze mnie droga w miasto utrapienia
Przeze mnie droga w wiekuiste męki
Przeze mnie droga w naród zatracenia (...)
Ty, który wchodzisz
Żegnaj się z nadzieją..."
Eon
Postrach moderatorów
Posts: 633
Postać w RPG: MG
Location: nadejdzie śmierć?
Contact:

Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."

Post by Eon »

Dziadyga siedział na szczycie pobliskiego wzniesienia, znudzonym spojrzeniem wpatrując się we włości Srebrnej Dłoni i ich granice, od czasu do czasu zerkając na dziedziniec najbardziej odbijającego światło budynku we Fiarze. Popalając elfie ziele, rozmyślał o przyszłej podróży. Ciekawe, ile osób z niej nie wróci. Ciekawe, czy są w stanie poradzić sobie z takim wyzwaniem. Ciekawe, gdzie podział się mój placek z jabłkami...

Staruszek nie spodziewał się, że ktokolwiek się stawi. Właściwie to miał szczerą nadzieję, iż tym razem też będzie mógł pracować sam. Z tego też powodu widok zbierających się Runicznych Wojowników na dziedzińcu niespecjalnie go uradował. Owszem, Sylwerand prawdopodobnie zesra się z radości, w końcu zawsze wszystko musiało iść po jego myśli. Niech sobie jeszcze postoją momencik... W końcu pierścienie z dymu same się nie zrobią!

Na plac przychodziły co raz to nowe persony. Niektórzy przebiegali tędy w pośpiechu, inni zatrzymywali się i czekali. Czyż to nie idealny dzień, by zażyć trochę kąpieli słonecznych? Słonko przygrzewało całkiem znośnie, nie próbowało usmażyć, ale wyraźnie zaznaczało swoją obecność. Z pewnością zgodziłby się z tym Thomas, jak zwykle świecąc naokoło gołą klatą. Zwrócił uwagę na obleczonego w czerń humanoida pełzającego żwawo prawdopodobnie od głównej bramy do samego Pałacu. Widocznie to przytępiło na chwilę jego zmysły, bo nie usłyszał, jak zbliża się do niego z tyłu ktoś inny. Na nieszczęście, tak porażająco lodowatego dotyku na lewym barku zwyczajnie nie dało się nie poczuć.

- Znowu przepiłeś koszulę? - zapytał brodaty jegomość. Na odpowiedź jednak nie czekał, bo z wolna ruszył dalej, dając jedynie znak, by Etthka podążał za nim. Wkrótce znaleźli się w mniej więcej centralnym punkcie podwórza, przy fontannie. - Zbliżcie się, chyżo! - Rhazaal zawołał podnosząc lekko głos, w końcu grupka musiała go usłyszeć, on nie będzie za nimi pojedynczo biegał i zapraszał na herbatkę. Chcąc nie chcąc, każdy zainteresowany nową robotą, czy to z poczucia obowiązku, czy ze zwykłej chęci zarobienia pieniędzy lub innych bardziej bądź mniej kolorowych powodów, skierował swe kroki przed oblicze Dziada... - Jakieś pytania, nim cała szóstka przekroczy próg domu Mistrza Iluzji? - mruknął pytająco, choć wyraźnie bez przekonania. Poprawił opaskę przysłaniającą oko, drugim lustrując każdy najmniejszy szczegół przyszłych poszukiwaczy przygód.

[Kolejka: Land ===> inne dusze || Ari: pomimo tego, że zostałeś dotknięty lewą ręką Dziada, która była owinięta w jakieś szmaty, czujesz w tym konkretnym miejscu dość uciążliwe pieczenie]
┌∩┐(◣_◢)┌∩┐ Pjerdl życie, odpisz w sesji! ┌∩┐(◣_◢)┌∩┐ And if you won't... Image
Landaen
Łowca postów
Posts: 139
Postać w RPG: Falibor

Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."

Post by Landaen »

Tego dnia słońce świeciło jasno, niech je cholera. Na placu nie było ani skraweczka cienia, a on stał tam w grubej przeszywanicy i kolczudze. Kurtę już dawno zdjął z grzbietu, ale dalej z każdą chwilą było mu coraz bardziej gorąco. Na domiar złego Lustrzany Pałac zdecydowanie zasługiwał na swoją nazwę. Bezlitośnie odbijał każdy promień słońca - Faliborowi zdawało się, że prosto w niego. Nuda też robiła swoje - runiczny przyłapał się na rozmyślaniach nad możliwością istnienia w pałacu złośliwego Skerga, manewrującego wielkim zwierciadłem tak, by celowało prosto w jego oczy. Czyli był to odpowiedni moment na zjawienie się Dziadygi.

Staruszek chyba też tak stwierdził. Wmaszerował na plac w towarzystwie kogoś, kto chyba stwierdził, że skorzysta z pogody sprzyjającej opaleniźnie. Falibor na chwilę stracił nim zainteresowanie, bo Dziad, stając obok fontanny, zwołał ich do siebie.
No właśnie, ich. Więc nie tylko on trzy dni temu otrzymał list. Do fontanny podeszli więc też, oprócz zauważonego już wcześniej mężczyzny bez odzienia na grzbiecie: szczupła, odziana trochę niczym wybierająca się na sabat czarownica dziewoja i druga, której ubiór wskazywał na bojowe nastawienie, spory facet z równie sporym kosiorem na plecach i wreszcie mag w zielonej szacie. Na to, że był magiem, wyraźnie wskazywały tajemnicze znaki na jego ubraniu, prawdopodobnie wyszyte dla ozdoby i prestiżu. Miał nadzieję, że wybaczą mu te - nieco zbyt otwarte, a przez to nietaktowne - spojrzenia. Falibor był po prostu ciekaw, z kim przyjdzie mu pracować.

Po chwili jednak jego uwaga na powrót skoncentrowała się na postaci Dziada. Nie, pytał nie miał, nie w tym momencie. Na nie przyjdzie czas, kiedy już dowie się, co ma robić. Od samego Władcy Luster.
Tallos
Łupieżca tematów
Posts: 220
Postać w RPG: Faern Liom
Location: Zawsze tam gdzie się nie spodziewasz.

Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."

Post by Tallos »

Kto by pomyślał, że dzisiaj będzie taka ładna pogoda. Wszystko zdawało się budzić do życia, także ja. Dziedziniec wyglądał tak jak zwykle, z wyjątkiem tego, że zebrała się tutaj mała grupka ludzi. Oprócz dwóch kobiet, mnie, jakiegoś rosłego chłopa i umięśnionego wojaka przebywały tutaj dwie postacie, dość wyróżniające się od reszty. Pierwszą z nich był szczupły, młody mężczyzna zachwycający się promykami słońca natomiast drugą był siwy, wysoki jegomość, którego miałem okazję kilka razy spotkać. Obaj podążali do fontanny, centralnego punktu tego miejsca. W końcu staruszek raczył się odezwać. Zapraszał wszystkich na miłą pogawędkę. A więc to zapewne on wysłał do mnie list.

Postanowiłem podejść do tej dwójki. Okazało się, że inni także to uczynili.
Wszystko wskazywało na to, że to z tymi tutaj zebranymi będę musiał wykonywać zadanie dla Mistrza Luster, nieobecnego zresztą na tym dziedzińcu. Jestem strasznie ciekaw, co będę musiał zrobić. Prawdę mówiąc znudziło mi się już przebywanie w tym miejscu, wolałbym znaleźć się gdzieś indziej, gdzieś gdzie jeszcze nie byłem. Przez ostatnie miesiące nie robiłem nic oprócz wykonywania poleceń Srebrnej Dłoni. Zobaczymy kim się okaże ten brodacz, nie wzbudzający u mnie ani sympatii ani wrogości.
Spytał czy mamy jakieś pytania, zanim przekroczymy próg domu Mistrza Luster. Postanowiłem się nie odzywać. Wolałem wpatrywać się w zimną posadzkę. Po prostu moje pytanie opóźniło by tylko, zapewne przyszłą wyprawę, a szczerze mówiąc nie chciało mi się już dłużej czekać.
Why magic is magic?
Image
Karta Faerna
Elley
Skrytopisarz
Posts: 15

Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."

Post by Elley »

Dziewczyna wkroczyła na dziedziniec, rodrażniona słońcem, które grzało niemiłosiernie, choć chusta, którą nosiła, ochładzała jej głowę. Szła lekko pochylona, dłonią przytrzymując tkaninę, aby przysłaniała jej twarz. Nie chciała, aby ktoś zobaczył ją i efekt przerażających eksperymentów. Rozejrzała się i ujrzała kilka osób, które zbierały się obok fontanny. Wśród mężczyzn była tylko jedna kobieta. Elley uśmiechnęła się na myśl, że nie będzie jedyną płcią piękną w tej wyprawie. Jeden z mężczyzn w swym zielonym odzieniu wydawał się być magiem, za to reszta zapewne prawiła się w walkach. Przy fontannie stali dwaj osobnicy. Jeden młody, drugi zaś starszy i to sporo. Był to Dziadyga, którego znała tylko z widzenia. Kiedy zaczął przemawiać, dotarło do niej, że to on był autorem tych, jakże specyficznych listów.

Elley stała w milczeniu i zza kaptura przyglądała się twarzom towarzyszy. Denerwowała ję ta niewiedza, lecz nie miała zamiaru zadawać żadnych pytań. Uważała je za zbędne, przy najmniej na tą chwilę oraz zabierały czas. Ciekawiła ją informacja, dotycząca tej misji. Wprost nie mogła się doczekać, kiedy ruszą w podróż. Cierpliwie obserwowała, co nastąpi dalej.
Aileen
Wójt
Posts: 216
Postać w RPG: Evanesca | Fay
Location: Ależ skąd!
Contact:

Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."

Post by Aileen »

Evanesca na dziedziniec zeszła na kilka godzin przed południem, zabierając z sobą ptaka. Usiadła przy fontannie i rozejrzała się dookoła. Nie zauważyła skrytego między kolumnami Thomasa, zajętego pisaniną. Westchnęła z rezygnacją. A jeśli to kolejny głupi żart maga-telepaty?
Stary gołąb, którego trzymała w dłoniach zadygotał, domagając się wolności. Dziewczyna wyrzuciła go wysoko w powietrze. Ptak zatrzepotał niemrawo skrzydłami i opadł dobry metr w dół nim zdołał wzbić się w powietrze. Eve obserwowała go przez chwilę, nim zniknął jej z oczu.
W krótkim czasie na dziedziniec przybyło jeszcze kilka osób. Magini pozbyła się wątpliwości, to naprawde było wezwanie. Obserwowała przez chwilę zebranych, ale zaprzestała niebawem. Mag w zielonych szatach, zapewne uzdrowiciel po przejściach. Młodzieniec, któremu jest za ciepło. Siwiejący wojak z północy i jakiś kolejny siepacz, który wyglądał jakby zaraz miał się roztopić. Nic ciekawego. Zapowiadała się kolejna misja w stylu "idź tam, zabij tego i tego, zabierz to i wróć żeby mi to oddać". Dziwiło ją tylko, dlaczego rozkaz pochodził od osoby, która nie ma nad nimi bezpośredniej władzy.
Wyraz znudzenia na jej twarzy zniknął bez śladu, gdy ujrzała drobną, kobiecą postać odzianą w czerń od stóp do głów. Przez chwilę myślała, że widzi kobietę Norcainów. Kolejna niedoszła ofiara dla Nora? Kiedy jednak się zbliżyła, Eve zobaczyła normalne, ludzkie oczy. No, prawie normalne. Nie wygląd jednak sprawił, że osoba była tak interesująca.
Cała jej postać błagała o wybaczenie. Evanesca miała dar wyczuwania ludzkich słabości, emocji które odbierają zdrowy rozsądek i umiejętności. Jednakże, to nie czyniło tej kobiety słabą, wręcz przeciwnie. Evanesca wiedziała, że z tą osobą trzeba będzie się liczyć. Czuła od niej coś mrocznego.
Schyliła głowę w geście powitania. Nieładnie było wgapiać się w osobę, która najwyraźniej próbowała ukryć twarz.

Z rozmyślań wyrwało ją nagłe pojawienie się Rhazaala. Wysunął się jak cień zza młodziana bez koszuli i wyszedł na środek, stając obok fontanny. Evanesca znalazła się za jego plecami.
Zazwyczaj widywała tego jegomościa z daleka, raz czy dwa zamieniła z nim słowo, ale nic poza tym. Fakt, że właśnie wybiera się na wyprawe ze starcem o wyglądzie szalonego demona nie podziałał na nią krzepiąco. Zauważyła wcześniej nowy element jego aparycji - opaskę na oko. "Czyżby komuś udało się pozbawić dziadka oka?" - pomyślała. Przemknęła przez nią odrobina współczucia dla ewentualnego oponenta. Zapewne tamten stracił trochę więcej organów.
- Jakieś pytania, nim cała szóstka przekroczy próg domu Mistrza Iluzji? - burknął Dziad. Z tonu głosu można było wywnioskować, że to pytanie retoryczne. Wszyscy zebrani milczeli.
- Ja mam jedno. - rozległ się kobiecy głos zza pleców staruszka - Dlaczego nagle dostajemy list od osoby która nie ma nad nami w praktyce żadnej władzy, ba - dzieli ten sam los? Mistrz nie wspominał o żadnej wyprawie. Nie wiem jak reszta, ale nie zamierzam wdawać się w prywatne spory runicznego wojownika, choćby był i ukochanym braciszkiem Srebrnej Dłoni.
Spojrzenie jednego oka bez źrenicy w przedziwny sposób odbierało odwagę.
- Chcę tylko wiedzieć, co tu się szykuje... - dodała trochę łagodniejszym tonem.
Spoiler:
Szaleństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bardziej szalone, tym bardziej logiczne, tym bardziej wyrafinowane, tym bardziej wymowne, tym bardziej olśniewające.
1Magol
Odbębniacz postów
Posts: 54
Postać w RPG: Eddilard Wolfire
Location: Łódź

Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."

Post by 1Magol »

- Ale grzeje to słońce, zaiste praży wyjątkowo mocno - Pomyślał Wojownik zdejmując z siebie płaszcz i odsłaniając zarazem swą zbroję - Ciekawe czy będę tu siedział do wieczora, czy może wyruszymy jeszcze przed południem...
Eddilard nie był jedynym który czekał na placu. Już po dłuższej chwili spostrzegł pierwszych osobników którzy wydawali się być tu z tego samego powodu co on sam - Myślałem ze to ja wstaję wcześnie... - mruknął i rzucił szybkim spojrzeniem na znajdującego się nieopodal wojownika, który widocznie tak jak on poczuł iż robi się gorąco.
Była tam też kobieta, choć po uzbrojeniu można by powiedzieć że to wprawiony wojownik, lecz Edd spostrzegł po dłuższej chwili iż jest to dziewoja - Z nią to chyba nie chciałbym mieć zwady - pomyślał po czym zerknął na nią badawczo.
Na końcu spostrzegł tam także osobnika któremu słońce widać przeszkadzało za bardzo - Na bogów, czy jemu jest aż tak gorąco? - pomyślał spojrzawszy na osobnika opierającego się o filar.
Następnie zobaczył jeszcze dwie osoby na które nie zwrócił większej uwagi gdyż postanowił skonsumować ostatni kawałek dzika upolowanego dwa dni wcześniej...

Po jakimś czasie Eddilard spostrzegł że dziwny jegomość uwielbiający opalanie się podchodzi wolnym krokiem w stronę fontanny, lecz nie był on sam - Czy, czy to jest? Dziadyga... - powiedział cicho wojownik - Czyli to jednak z nim przyjdzie mi pracować? - Pomyślał a następnie wstał z ławki - może spróbuję z nim pogadać nim... Nim zaczniemy tę "oficjalną" część tego zgromadzenia? - Po tej myśli Edd skierował się w stronę fontanny. W tym samym nieszczęsnym momencie Dziadek zwołał do siebie wszystkich zgromadzonych.

Po podejściu do Dziada Edd spostrzegł na sobie wzrok tego samego woja którego zobaczył tu na początku. Odwzajemnił spojrzenie uśmiechem a następnie wysłuchał tego co ich "Przewodnik" ma do powiedzenia.
- Pytania? Żadnych nie mam. Wszystkiego dowiem się w swoim czasie, przynajmniej taką mam nadzieję... - Urwawszy myśl wojownik kontynuował rekonesans wśród członków grupy...
Last edited by 1Magol on Sun, 10 Jun 2012, 21:50, edited 1 time in total.
Bezix
Łowca postów
Posts: 140
Postać w RPG: Terill Senus

Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."

Post by Bezix »

Dzień był słoneczny i potrafiło nieźle świecić po oczach. Promienie świeciły w nawet najmniejsze szpary... Ale kogóż to będzie interesowało? Pogoda jak co dzień, deszcz rzadko pada, więc na ten temat nie będę się rozpisywał. Do rzeczy. Akurat wróciłem do swoich kwater z treningu - nie powiem, ci żołnierze są coraz lepsi, może któryś z nich mi kiedyś dorówna... kto wie? Dobra, to czas się przebrać... ale zaraz, co to się rusza na parapecie? To kruk z wiadomością, ale nie taki wygląda jak ZWYKŁY kruk... Już się domyślam się od kogo ona jest i mam nadzieję, że to coś dobrego. Podszedłem do okna i lekko złapałem ptaka, wyciągnąłem list z jego nóżek, otworzyłem kwitek i zacząłem czytać. Wezwanie na dwór Lustrzanego Pałacu... Gdyby to nie było coś ważnego, to by raczej mnie nie wzywał. Zbroję mam na sobie, więc przynajmniej z tym nie będę musiał się męczyć. Wezmę mój młot bojowy... Jeszcze peleryna... Przydałoby się wziąć jeszcze jakieś książki. Może wezmę tą... niee... albo tamtą? nieeee... o, już wiem! Moją ulubioną o młodym wojowniku... Jeszcze tom o Magii Ognia i... tą starą książkę. Może kiedyś dowiem się, do czego była mi potrzebna i czy była ważna. Dobra, nie będę zwlekał, wyruszam.
*** Dobra, w końcu doszedłem... A co to? Stało tam kilku ludzi, wyglądali mi też na runicznych wojowników. Jedyną osobę, którą poznałem był Dziad. Chociaż wydaje mi się, że tego czarnowłosego wojownika skądś znam, mimo, że nic nie pamiętam... jakbym kiedyś go widział... jeszcze tajemniczy mag w zielonych szatach. Kobieta, nie powiem... piękna. Na pierwszy rzut oka wyglądała jak jakaś dziewoja, ale podobną zbroję widziałem u pewnego potwora, nazwa dawno mi umknęła, ale pamiętam, że parał się on magią. Zaciekawiła mnie jeszcze inna kobieta, która starała się zakryć swoją twarz. Przyjrzałem się jej trochę i nie dziwota, że tak się zachowywała. Widać było w niej niewinność, która potrafiła skłonić kogoś do litości, wolałbym mieć z nią przyjazne stosunki... Szepnąłem tylko do niej - Nie martw się - .Wśród nich był jeszcze jeden woj, jednak najbardziej zainteresował mnie człowiek, któremu było chyba aż za gorąco, bo stanął z gołą klatką piersiową przy fontannie i zaczął opierać się o filar. Znów spojrzałem na wojownika. Chwilę wpatrywałem się w niego i uśmiechnąłem się lekko. Po chwili ciszy Dziad zaczął coś mówić...
- Pytanie? Jeśli o mnie chodzi, to ja bym chciał wiedzieć, czemu rozkazano nam pomagać runicznemu wojownikowi... rozumiem - poprosić, ale rozkaz? I cel misji jest wciąż nie jasny.
Nie odstraszał mnie wzrok źrenicy dziada, która patrzyła w moją stronie.
- Chociaż z drugiej strony, gdybyś poprosił, to nikt by nie przyszedł pomóc...
Last edited by Bezix on Mon, 18 Jun 2012, 15:04, edited 6 times in total.
Ari
Arinistrator
Posts: 1318
Location: Z Brzuszka Mamusi
Contact:

Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."

Post by Ari »

Etthka zganił siebie za taki moment nieuwagi, którego kosztem było odparzenie ramienia. Zagoić się zagoi, ale plama na honorze pozostanie. Dodatkową urazą było zdanie o koszuli. Ten człowiek zdecydowanie się z niego nabijał i chyba kiedyś będzie trzeba coś z tym zrobić. Na razie jednak nie zamierzał się wychylać...
A może to był żart?
- Przecież nie piję... aż tyle. - burknął ni to urażony, ni to zmęczony, ale Dziad z pewnością tego nie usłyszał, ze względu na to, że było to pierwsze wypowiedziane przez niego zdanie tego dnia i w efekcie zrozumiałe było dopiero pod sam koniec. Diabli nadali mu ten humor do towarzystwa gardłu.
Delikatnie rozmasowując piekące ramię, Thomas podążył za Dziadem. Wciąż w głowie kotłowały mu się myśli, których przecież wolał unikać. Stopniowo jednak ulegały jednej sentencji, którą sam przed chwilą zapisał ku przestrodze bratu.
Nigdy nie ufaj starcom.
Teraz było za późno.

Widział jak ludzie przypatrują się brakom w jego odzieniu, czuł ich niedyskretne spojrzenia na swojej skórze. Nieszczególnie mu to przeszkadzało - półnagi typek często przyciągał uwagę normalniej ubranych ludzi. Z pewnością kobieta, która tuż przed nim zapytała, co tak właściwie się tu dzieje, zwróciła na siebie znacznie większą uwagę. A przynajmniej, według miary Ostatniego, powinna zwrócić.
Sam Thomas - słysząc zadane już pytanie, na które chciał usłyszeć odpowiedź - wyciągnął z plecaka bukłak (ten większy) i solidnie z niego pociągnął, by nawilżyć zaniedbane gardło. Odczekał jeszcze moment po upiciu płynu i przystąpił do udzielenia wsparcia osamotnionej w pytaniach kobiecie.
- Wystarczyłoby ogólnikowo powiedzieć, co się szykuje. Moglibyśmy się lepiej przygotować...
Ale teraz i tak jest na to za późno, dodał w myślach. Tą myślą na razie wolał się z nikim nie dzielić. Nie ufał im... jeszcze? Postanowił zastąpić to bardziej trzeźwym i zdecydowanie dużo bezpieczniejszym zdaniem.
- Choć sądzę, że gdybyśmy mieli o tym wiedzieć, już byśmy wiedzieli. Może po prostu zaprowadź nas do miejsca przeznaczenia?
Grunt to szczerość (wyrwane z kontekstu, ale co tam)...
Hju wrote:Ja tu modem nie jestem, Fen. Czasem tak bana strzele tylko...
"Przeze mnie droga w miasto utrapienia
Przeze mnie droga w wiekuiste męki
Przeze mnie droga w naród zatracenia (...)
Ty, który wchodzisz
Żegnaj się z nadzieją..."
Post Reply