Wiecie co jeszcze powodowało, że ZŚ był taki ciekawy, nieprzewidywalny? Otóż, nie wiedzieliśmy czy i jakimi rasami zagramy (do pewnego momentu) oraz nie znaliśmy bardziej zaawansowanych jednostek, budynków, czarów - chyba każdy uśmiechnął się, gdy zobaczył w Cieniu Drzew pierwsze jednostki elfek (a później się na nich zawiódł ;P), w Północnych Górach Wietrznych, o pierwszej grze orkami czy mrocznymi elfami nie wspominając

Także dlatego ZŚ miał taki niepowtarzalny klimat, a ponadto nie wolno zapominać o czynniku "pierwszej części" podczas oceniania dodatków.
Jakby na przekór temu, co napisałem palmę pierwszeństwa oddaje Zakonowi - tego nie da się zapomnieć

Z drugim miejscem mam pewien problem. W Oddechu Zimy praktycznie nie było fabuły, raczej nie czułem powiązania między niektórymi wątkami. Mało było też zadań pobocznych, przez co miałem pewne wrażenie "martwoty świata". Irytujące były także niektóre miejsca służące tępemu nabiciu poziomu - doskonałym przykładem jest tu Tirganach, który takich "nabijaczy" miał bodajże aż cztery. Nie było także czasu (i pieniędzy!) na chwilę odpoczynku i dozbrojenie się. Okolica nie zachęcała do zakupów - brakowało supermarketu, do którego wracałoby się co kilka poziomów, jak Szarogórze czy Empyria. Tam zawsze było coś do roboty. O tej namiastce, Tirganach, nie ważcie się wspominać...
Cień Feniksa zaskoczył mnie zarówno pozytywnie, jak i negatywnie. Pominę tu możliwość dalszego prowadzenia bohatera, bo ani do Strażnika, ani Wojownika jakoś się szczególnie nie przywiązałem. Fabuła była ciekawa, znów nie można było być pewnym czystych intencji nikogo i znów magowie Kręgu powrócili w rolach, do których wydają się stworzeni - spiskujących i knujących uzurpatorów (tacy są też w rpg), choć tym razem pozostał mam jeden żywy

Znów spotkaliśmy starych znajomych z ZŚ (bo Oddech niewielu w ogóle przeżyło... A szkoda, Grim w roli strażnika Hokana wydawałby się ciekawszy niż mięso do ubicia) i poczuliśmy na nowo klimat Mocy Zaklęć... Z jednym wyjątkiem. Pustynne klimaty aż się prosiły o zmianę graficznego stylu jednostek! Nikt przy zdrowych zmysłach nie wchodziłby na pustynię w pełnej zbroi płytowej! Rekruci w lekkich, wielowarstwowych strojach, mroczne elfy z szamszirami, elfki z arabskimi kompozytowymi łukami... Ponowne odkrywanie świata to coś, czego zabrakło Kampanii Feniksa (mnie nie rekompensują tego hordy i niszczyciele budynków). A szkoda, bo do powtórzenia sukcesu Zakonu było naprawdę blisko

zasłużone drugie miejsce.