Thomas Etthka [Ari]

Post Reply
Ari
Arinistrator
Posts: 1318
Location: Z Brzuszka Mamusi
Contact:

Thomas Etthka [Ari]

Post by Ari »

Image

Imię, nazwisko oraz przydomek: Thomas Etthka, sam siebie nazywający „Ostatnim z Siedmiu”
Rasa: Człowiek
Wiek: Zakuty w runę około dwudziestego roku życia, od tamtego czasu minął rok.
Wzrost i waga: 185 centymetrów wzrostu, około 70 kilogramów masy
Kolor runy: Jadowicie zielony
Kwestia wiary: Całkowicie zobojętniały wobec wierzeń, religii i bogów – zarówno jeśli chodzi o wyznawanie, jak i tolerancję u innych. Wyznaje jedynie siłę swojego umysłu, sprytu i ciała.

Aparycja: W tej męskiej sylwetce widać ostatnie ocalałe ślady dzieciństwa. Szczere spojrzenie, średniej długości jasnobrązowe włosy rozwichrzone na wszystkie strony świata (i z upodobaniem wpadające do oczu właściciela) oraz nieco zaokrąglony dół szczęki nie zostawiają obaw co do młodego wieku Thomasa. Wzrok i dumna postawa buntownika dopisują go do listy atrakcyjnych fizycznie.
Etthka jest raczej szczupłą osobą – i często to eksponuje. Zwykle nie nosi ubrania poza bawełnianymi spodniami i wysokimi, jeździeckimi butami. Tylko podczas deszczu lub wyjątkowo zimnej atmosfery (tej dosłownej) zakłada także bawełnianą koszulę oraz, jeśli to konieczne, ciepły, przeciwdeszczowy płaszcz (który doskonale spisuje się także w śnieżnych ostępach). Długie, brunatne spodnie opasane są szerokim skórzanym pasem, do którego przypięty jest okazały, nietypowo zdobiony kołczan, a także pochwa z krótkim myśliwskim nożem o szerokim ostrzu. Na koniec, zarzucony przez ramię plecak, w którym trzyma chwilowo nieużywane rzeczy.
Głos, jakim z rzadka wypowiada swe kwestie, jest gardłowy, gdzieś pomiędzy wysokim a niskim. Zaskakuje jego cichość, ale po dłuższym zastanowieniu nie ma co się dziwić – Etthka odzywa się rzadko i tylko wtedy, kiedy jest pewien, że zostanie wysłuchany. Ma dość charakterystyczny akcent – zwykle kładzie nacisk na drugą sylabę wyrazu, ponadto gardłowo wymawia niektóre zgłoski – jak choćby „ch” czy „r”.

Wnętrze: Cokolwiek siedzi w środku tej persony, jest wzburzone, szalone i nieprzewidywalne – charakter Thomasa można przyrównać z morzem podczas sztormu. I tak jak morze zdolne jest w jednej chwili obrócić w proch wszystko, co człowiek mizernie budował, dla psoty pozbawić życia dziesiątki czy setki istnień, tak on nie czuje oporu przed zabijaniem, paleniem i grabieniem. Wszystko jednak w granicach rozsądku. Pomimo przykucia do runy, zachował on ludzkie odruchy i – co najgorsze – wyrzuty sumienia. Należy pamiętać, że po każdym sztormie i każdej burzy przychodzi czas, gdy fale się uspokajają... a wtedy powracają chwile furii, zwielokrotnione złośliwymi chochlikami zwanymi wyrzutami sumienia.
W trakcie wędrówek spotkał wiele różnych postaci, reprezentantów różnych ras i towarzystwo przedstawicieli „długouchych”, krasnoludów czy innych gatunków jest dla niego normalne i w całości akceptowalne. Jednak dwubiegunowość charakteru Thomasa powoduje u niego problemy z komunikacją i obyciem w towarzystwie. Etthka potrafi w kilka sekund diametralnie zmienić – przejść z furii do melancholii, ze szczerego śmiechu do jeszcze bardziej szczerej nienawiści. Na dłuższą metę towarzystwo Etthki może być niebezpieczne – zarówno dla niego, jak i jego otoczenia.
W końcu, nigdy nie wiadomo, kiedy spokojne morze znów się rozgniewa...

Historia:
Dzień drugi
To się stało wczoraj. Nie pamiętam, kim byłem i co robiłem przedtem. Wszyscy w siódemkę doświadczyliśmy tego dziwnego uczucia, tej pustki, próżni, wyprania z emocji. Mogliśmy zginąć.
Nawet mam wrażenie, że zginęliśmy, a potem narodziliśmy się na nowo.
Mamy dosyć, wszyscy. Nie wiemy, dokąd i po co nas wyślą. Choć, oczywiście, wszyscy się domyślamy...

Dzień czwarty
I stało się tak, jak myśleliśmy.
To się nigdy nie skończy.
To się nigdy nie zmieni.
Ale mamy siebie, prawda?
(Dalszą część strony zajmują pojedyncze słowa, nieczytelne, ułożone bez ładu i składu)

Dzień szesnasty
Robi się gorąco. Kilku naszych padło. My, naturalnie, trzymamy się dobrze.
Byłem dziś na zwiadzie. Nie mam pojęcia, skąd tu tylu zielonoskórych. Orkowie dawno nie byli tak rozzuchwaleni, przypuszczamy, że dowodzi nimi ktoś... silniejszy. I z pewnością inteligentniejszy.

Dzień osiemnasty
Spoglądam na trupy zielonych, na trupy naszych. Żaden z nich nie zasłużył na taki los. Życie nie powinno być kończone błyskawicznym cięciem miecza ani świstem uwalnianej z cięciwy strzały... niczyje życie.
Dziś zabiłem trzech orków. Nie mieli szans się obronić, dwóm strzelałem w plecy podczas ich odwrotu. Jeden dostał w oko, gdy walczył z Aikką. Mój brat krwi obiecał mi piwo tego wieczoru...

Dzień dziewiętnasty
Strasznie boli mnie głowa. Aikkę również.

Dzień dwudziesty pierwszy
Stałem dziś nad grobem. Grobem brata krwi. Obiecali go wskrzesić. Musimy tylko wybronić się do momentu zbudowania monumentu... Runa Kima trafiła do setnika fortu. Chciałbym móc się nią zaopiekować, dotknąć krwistoczerwonej runy przyjaciela. Wiedziałbym, co z nią robić.
Ale muszę tkwić tutaj...

Dzień trzydziesty trzeci
Nadal nie pogodziłem się ze śmiercią Kima. Żądza zemsty tchnie coś w moje strzały. Nigdy w życiu tak dobrze nie strzelałem. Te zielone skur... (tekst chwilowo staje się nieczytelny) zasłużyły na to. Niech konają w cierpieniach, niech ich pochłonie Braga Gor...
Nie będzie litości dla żadnego z nich.

Dzień siedemdziesiąty drugi
...a raczej siedemdziesiąta druga noc.
Pozostało nas trzech. Ja, Aikka i Oli. Ten fort nie ma szans przetrwać wystarczająco długo, by rzemieślnicy postawili monument.
Światła latarni w mieście stały się zimne i puste. Zupełnie jak nasze spojrzenia, jak nasze słowa. Nie potrafimy zasklepić ran po utracie czterech przyjaciół w ciągu dwóch miesięcy.
Ataki nie ustają, a my nie potrafimy ich skontrować. Gówno. Bagno.
Zabierzcie nas stąd.

Dzień sto czwarty

(Strona wyrwana)

Dzień sto czwarty – ponownie

Próbowaliśmy wyrwać się z fortu. I faktycznie, uciekliśmy. Ja i Aikka, znaczy. Dusza Oli'ego wróciła dziś do jego błękitnej runy, którą – wyjątkowo – przejął Aikka. Postanowiliśmy się rozdzielić. Żaden z nas nie ma szans przejść przez Dziką Przełęcz, by dostać się do pierwszego monumentu. W tej chwili wskrzeszenie Oli'ego jest niemożliwe. Ale gdy tylko tego dokonamy, odbijemy runy pozostałych z rąk setnika.
Miejmy nadzieję, że zrobimy to przed orkami.

Dzień sto dwudziesty drugi
Znalazłem lekarstwo na moją chorobę. Ileż bym dał, by było teraz przy mnie...

Dzień sto dziewięćdziesiąty siódmy
(znajduje się tu starannie doklejona karta, z wyraźnie innym, nieco słabiej czytelnym krojem pisma)

Drogi Thomasie!
Liczę, że ten list znajdzie Cię w tak dobrym zdrowiu, w jakim mnie opuszcza. W tej chwili gotuję się do wyjazdu z Szarogórza w stronę Farlornowej Nadziei, gdzie podobno znaleźć można odpowiedni monument. Pomimo swego optymizmu i wewnętrznej radości, do sprawy tej podchodzę z pewną dozą niepewności – nie jest to pierwszy monument, który rzekomo miałem zastać w nieprzyjemnych krajach. Oli jest bezpieczny w swym błękitnym kamyku.
Daj odpowiedź posłańcowi, od którego list otrzymasz. Będę czekał jeszcze tydzień na jego powrót.
Uściski,
Aikka

Dzień dwieście pięćdziesiąty trzeci

Wczoraj znów otrzymałem list od Aikki. Obiecał w nim, że następny będzie napisany przez Oli'ego. Jakiegokolwiek szaleństwa nie zaplanował, zrobiłbym wszystko, by mu pomóc. Gdybym tylko wiedział, gdzie on obecnie się znajduje...

Dzień dwieście osiemdziesiąty dziewiąty
Aikka i Oli żyją. Uwięzieni w Lodowych Marchiach, razem z mrocznymi elfami i orkami. Wychodziliśmy z gorszych opresji, mam nadzieję, że i tym razem dadzą sobie radę. Nie znam nikogo, kto operuje mieczem lepiej od Aikki, nie znam lepszego uzdrowiciela i zielarza od Oli'ego, a przecież Oli również potrafi solidnie przyłożyć swoją buławą.
Dadzą sobie radę.
Pisali o jakimś przesmyku, zablokowanym przez zielonych. Sądząc po wskazówkach, jakie mi dali, znajdują się jakieś dwa tygodnie konnej drogi od Liannon, gdzie obecnie przebywam. Armie Szarogórza wyruszyły już na odsiecz, trzeba poczekać na dogodną okazję do prześlizgnięcia się.
Nienawidzę czekania.

Dzień trzysta siedemnasty
Kończą mi się pieniądze. Nie będę w stanie czekać tu zbyt długo, okoliczne lasy są zbyt niebezpieczne, by móc tam nocować. Muszę poszukać pracy...

Dzień trzysta pięćdziesiąty czwarty
Dotarły do mnie wieści o wygranej bitwie w okolicach Marchii. Chyba o tę batalię chodziło...
Nocuję w pobliżu Liannon, na wzniesieniu, który nazywam Wietrzną Górą. Stale tu wieje... Jest zimno, nieprzyjemnie. I stale ktoś włóczy się u stóp góry.

Dzień trzysta sześćdziesiąty piąty
Samotność? Nie. Są bitwy, które trzeba stoczyć samemu, pytania na które trzeba samemu odpowiedzieć i niebezpieczeństwa, z którymi trzeba się zmierzyć... huh, znowu samemu.
Żadnych przyjaciół, żadnej rodziny, nikt, kto by się zainteresował. Oto życie.
Tylko ja, ta zimna, Wietrzna Góra w lśniącym blasku pełni księżyca, mój łuk i...
...i ONI, ci z dołu.
Obserwują mnie, czają się.
Pytanie, co dalej?

Przez kilka dalszych stron napotkać można wzmianki o "Dziadzie", są jednak pisane bez ładu i składu. Trochę tak, jakby Thomas pisał szyfrem. Na pewno wywnioskować można było z tego tylko tyle, że obecnie Etthka znajduje się na usługach kogoś tak nazywanego.

Poziom: 10

Atrybut wiodący: Krzepa i motoryka
Atrybuty specjalistyczne: Zręczność oraz Wytrzymałość
Atrybut wspomagający: Inteligencja

Umiejętności, wiedza:
֨ Jazda konna (także na oklep)
֚ Gotowanie
֠ Tropienie (zwierzęta – pod które oczywiście podchodzą także np. olbrzymie żuki czy pająki - oraz istoty humanoidalne)
֑ Łucznictwo
֕ Wycinanie skór, wyodrębnianie mięsa ze zwierząt itp. zdolności myśliwskie
֓ Zdolności przetrwania – m.in. rozpalanie ogniska, rozpoznawanie kierunków świata...
֭ Znajomość języka elfiego (tylko w mowie) – pozwala na swobodną rozmowę z elfem, ale bez użycia wyrafinowanych czy mniej popularnych słów
֚ Wspinaczka (za pomocą liny oraz bez niej)
֨ Pierwsza pomoc (mam tu na myśli zasklepianie ran, unieruchamianie złamanych kończyn, umiejętność rozpoznania szoku termicznego, utraty przytomności itp.)
֕ Wyrób strzał oraz cięciw

Nadzwyczajne cechy:
Legendarna odporność – wieloletnie zahartowanie ciała i ducha dało Etthce ponadprzeciętną odporność na temperatury, warunki pogodowe, a także choroby i... nieświeże jedzenie.

Syn Matki Ziemi – zwierzęta i inne stworzenia związane z naturą (na przykład drzewołaki) znajdujące się w pobliżu Thomasa stają się spokojniejsze i mniej skłonne do agresji. Ponadto, Matka Ziemia czasem pomaga swojemu synowi, dając mu ukrytą część swych plonów, wystawiając osłabione zwierzę do upolowania, czy zapewniając schronienie w niedostępnych jaskiniach. Wszystkie takie „prezenty” Thomas wyczuwa instynktownie.

Ekwipunek:
֨ Ubranie, opisane w „aparycji”
֠ Długi łuk, ukazany na obrazku, do tego zapasowa cięciwa, kołczan i tuzin strzał
֭ Suchy prowiant, wystarczający jednej osobie na około tydzień
֚ Nóż myśliwski
֓ Plecak, samodzielnie wykonany
֔ Mapa Fiary
֕ Bukłak z wodą, pojemności około jednego litra
֕ Bukłak, tym razem z piwem, połowę mniejszy od poprzedniego
֑ Hubka, krzesiwo
֚ Dziennik, pióro, rylec z węgla (schowany w strzępach materiału, by nie pobrudził reszty ekwipunku)
Grunt to szczerość (wyrwane z kontekstu, ale co tam)...
Hju wrote:Ja tu modem nie jestem, Fen. Czasem tak bana strzele tylko...
"Przeze mnie droga w miasto utrapienia
Przeze mnie droga w wiekuiste męki
Przeze mnie droga w naród zatracenia (...)
Ty, który wchodzisz
Żegnaj się z nadzieją..."
Post Reply