(P)oszukiwania
W historii udział biorą: Marcus Maev, Landaen, Thalon van Leyen, Lotar Bishop - póki co, wszyscy żywi.
Gościnnie: Deris "Pieśniarz Zmarłych"
Prolog - konspiracja
(Część wspólna)
Wszystko zaczęło się w karczmie. Jakkolwiek trywialnym i nieoryginalnym wydaje się ten nudny i wykorzystywany w każdej gawędzie początek, w tym wypadku niechybnie wszystko zaczęło się w karczmie.
Pamiętasz chyba, gdzie znalazłeś ogłoszenie?
Poszukiwania zaginionych bohaterów walki z pustynnymi magami oraz jeszcze ciekawszego i jeszcze bardziej zaginionego skarbu, który magowie schowali... Czy można znaleźć coś ciekawszego do robienia, jeśli wspomnieć jeszcze o możliwości zmierzenia się z nieumarłymi nawiedzającymi ów loch?
Oczywiście, że nie można. To dlatego siedzisz teraz w jednej z izbek karczmy "Pod wysuszonym gardłem" i słuchasz tego, co organizator wyprawy ma do powiedzenia. Jest tu też pozostała czwórka chętnych, która - tak jak ty - nie mówi zbyt wiele. Wiecie, że czas na zadawanie pytań będzie później.
Pokój jest mały, ale rozsądnie urządzony. Znajduje się tu jedno łóżko, niewielki stolik, wokół którego teraz siedzicie (z wyjątkiem Derisa, który za swój obowiązek uznał chodzenie po pomieszczeniu w tę i z powrotem) na niewielkich, trójnogich zydlach. W kącie krytycznym okiem spogląda na was mała szafka, a w ścianę naprzeciw wejścia wmontowano okno, łapiące słońce niemalże od wschodu do zachodu. W tej chwili jednak drewniane okiennice blokują dostęp upalnym, pustynnym promieniom, są jednak na tyle nieszczelne, by do pokoju dostawała się odrobina światła.
Deris tłumaczył wam wszystko powoli i dokładnie, ustalił miejsce i porę spotkania i tak dalej i tak dalej... poszedłes spać jednocześnie pewien i niepewien tego, co będziesz robił.
Zejdziesz do opuszczonych lochów. Tego jesteś pewien. Podobno sa tam uwięzieni bohaterowie niedawnych walk z buntownikami, a ty idziesz to sprawdzić i w razie potwierdzenia się plotki, uwolnić ich - to również pewnik. Będziecie tam także szukać skarbu. O tym zostałeś zapewniony kilkakrotnie. Nie wiesz jednak, jaki w tym interes Derisa. Od karczmarza i innych plotkujących przy barze słyszałeś, że w tamtych walkach zaginął ktoś z rodziny Pieśniarza... wujek, brat, syn... nie, syn raczej nie, Deris nie wygląda na skorego do rozmnażania. Mniejsza, o kogo chodzi. W tej chwili ważne jest odzyskanie skarbu... skarbu w postaci rodziny Pieśniarza, oczywiście.
Spać poszedłeś z pewnym podekscytowaniem i nutką niepewności. Teoretycznie, wyprawa nie zapowiadała się być wymagająca, ale coś w podświadomości mówiło ci, że będzie inaczej. Zastanawiałeś się wielokrotnie, co może pójść niezgodnie z planem i za każdym razem otrzymałeś jedną, tę samą odpowiedź.
Na przykład wszystko.
Mimo tego, zdecydowałeś się spróbować. Z nurtującym głowę pytaniem "dlaczego?", poszedłeś spać, by móc o świcie, gdy słońce nie praży jeszcze zbyt mocno, spotkać sie przy wejściu do nawiedzonego lochu, gdzie niegdyś przetrzymywano jeńców wojennych...
Gdy pierwsze promienie pustynnego słońca polewały złoty piasek swymi miodowymi promieniami, szedłeś już w stronę lochu. Obserwowany z daleka przez niemały tłum gapiów, sam czułeś się jak skazaniec. Ale miałeś wrażenie, że już jest za późno, by się wycofać...
Marcus
Byłeś już na miejscu. Deris przywitał się z tobą poprzez podanie dłoni i parodię uśmiechu w postaci uniesienia kącików ust. Otworzył już usta, by kontynuować, lecz jego zamiary zostały udaremnione przez wyjący róg alarmowy.
- Hazim, Hazim! - krzyczał biegnący spod miejskiej bramy posłaniec, tracąc dech przy każdej sylabie. Pomimo wczesnej pory, słońce prażyło niemiłosiernie.
- Nie mamy obowiązku pomagać w obronie miasta... - zauważył Pieśniarz. - Jednak nie zapłaciłem wam jeszcze zaliczki, więc zdecydujcie się sami, w czym chcecie wziąć udział: zejdziecie ze mną, czy udacie się do bram? Tylko podejmijcie decyzję szybko, ani ja, ani miasto nie będziemy czekać zbyt długo...