Wasza twórczość
-
Tallos
- Łupieżca tematów
- Posts: 220
- Postać w RPG: Faern Liom
- Location: Zawsze tam gdzie się nie spodziewasz.
Ari, wychodzi na to, że zostałem zmuszony wydać opinie na temat Twoich dwóch szatańskich arcydzieł. Gdzie uczyłeś się tej dyplomacji, wychodzi Ci świetnie!
Agonia: Rzeczywiście dość elfia wersja, jedyne do czego mógłbym się przyczepić to ta twarz :>
Tallos: Zlodowaciały Tallos! Wszystko jest GIT i majonez tylko nie podobają mi się nogi, ale to już zależy jak wyobraża je sobie autor.
Agonia: Rzeczywiście dość elfia wersja, jedyne do czego mógłbym się przyczepić to ta twarz :>
Tallos: Zlodowaciały Tallos! Wszystko jest GIT i majonez tylko nie podobają mi się nogi, ale to już zależy jak wyobraża je sobie autor.
Mhm... Strasznie Ci wyszła ta twarz!
Ale na poważnie: Jesteś dumny z tego dzieła? Tak mu zniekształciłeś twarz, że się zastanawiam, czy to rzeczywiście miało tak być, czy tylko przypadkiem rysowałeś z przymkniętym okiem 8D Poza tym, szyja też mu troszkę spuchła. Klata w sumie wyszło Ci dobrze, ale nie wiem, o co chodzi z tymi wątłymi ramionami. Jak on tą kosą machał? IMHO wcięcie też troszkę za duże i nogi takie... hehe, strasznie elfie ;P Dużego plusa masz za wszystkie powiewające i niepowiewające dodatki, tj. za bandaże, kosę, oraz księgę, jak również wszystkie spidery które go osiadły.
Tylko się na Dziadzie nie mścij, za słowa krytyki (poudawajmy, że konstruktywnej ;>). BTW, Agonia był wampirem?
Ale na poważnie: Jesteś dumny z tego dzieła? Tak mu zniekształciłeś twarz, że się zastanawiam, czy to rzeczywiście miało tak być, czy tylko przypadkiem rysowałeś z przymkniętym okiem 8D Poza tym, szyja też mu troszkę spuchła. Klata w sumie wyszło Ci dobrze, ale nie wiem, o co chodzi z tymi wątłymi ramionami. Jak on tą kosą machał? IMHO wcięcie też troszkę za duże i nogi takie... hehe, strasznie elfie ;P Dużego plusa masz za wszystkie powiewające i niepowiewające dodatki, tj. za bandaże, kosę, oraz księgę, jak również wszystkie spidery które go osiadły.
Tylko się na Dziadzie nie mścij, za słowa krytyki (poudawajmy, że konstruktywnej ;>). BTW, Agonia był wampirem?
┌∩┐(◣_◢)┌∩┐ Pjerdl życie, odpisz w sesji! ┌∩┐(◣_◢)┌∩┐
And if you won't...


Za krytykę się nie mszczę
Nie, Agonia nie był wampirem (wampiry w SF? :O).
Można, niestety, powiedzieć, że twarz i okolice rysowałem bez oczu, miałem takie fatalne światło na lekcji -.-
Lekko poprawiłem te mankamenty wieczorem - ale naprawdę lekko.
http://img827.imageshack.us/img827/6027/aguv20.jpg
Nie, Agonia nie był wampirem (wampiry w SF? :O).
Można, niestety, powiedzieć, że twarz i okolice rysowałem bez oczu, miałem takie fatalne światło na lekcji -.-
Lekko poprawiłem te mankamenty wieczorem - ale naprawdę lekko.
http://img827.imageshack.us/img827/6027/aguv20.jpg
Grunt to szczerość (wyrwane z kontekstu, ale co tam)...
Przeze mnie droga w wiekuiste męki
Przeze mnie droga w naród zatracenia (...)
Ty, który wchodzisz
Żegnaj się z nadzieją..."
"Przeze mnie droga w miasto utrapieniaHju wrote:Ja tu modem nie jestem, Fen. Czasem tak bana strzele tylko...
Przeze mnie droga w wiekuiste męki
Przeze mnie droga w naród zatracenia (...)
Ty, który wchodzisz
Żegnaj się z nadzieją..."
Ta szczeżuja na twarzy jest przerażająca. Zęby ma taki, że się dziwie, że mu się w paszczy mieszczą
Upiorne.
Wszak to Agonia.
Jak dla mnie, to te pajęczaki mógłbyś sobie darować. Kosa świetna, detale odzienia też.
Wygląda jednak mało trupiasto.
Wszak to Agonia.
Jak dla mnie, to te pajęczaki mógłbyś sobie darować. Kosa świetna, detale odzienia też.
Wygląda jednak mało trupiasto.
Spoiler:
Post pod postem, ale mam nadzieję że mi wybaczycie.
http://img718.imageshack.us/img718/8383/dscf4543t.jpg
Uwaga, duże.
http://img718.imageshack.us/img718/8383/dscf4543t.jpg
Uwaga, duże.
Spoiler:
No Mati, to Cię wykluczyło z zawodów na najlepszą (najlepszego?) Agonię. Zęby w niczym Ci nie pomogą niestety, Aileen wparowała z "tró oszyfienicem". Jedyne, co mi się nie podoba, to zbyt długi płaszcz, który przypomina dywanik. Nie zmienia to jednak faktu, że zdecydowanie praca "koksi".
┌∩┐(◣_◢)┌∩┐ Pjerdl życie, odpisz w sesji! ┌∩┐(◣_◢)┌∩┐
And if you won't...


Najlepszego, nie najlepszą! :F
Świetna kosa, cytat z Rhapsody of Fire (Agony is my name - czy tylko ja to zauważyłem!?), koń (przyczepiłbym się do pyska, trochę za krótki imo. Ale ładnie poszczegółowany), dywanik też jest w porządku, lubię długaśne pelerynki ^^ Gotycka czcionka rządzi (:
Przyznaję. Miażdżąco lepszy od mojej wersji.
Świetna kosa, cytat z Rhapsody of Fire (Agony is my name - czy tylko ja to zauważyłem!?), koń (przyczepiłbym się do pyska, trochę za krótki imo. Ale ładnie poszczegółowany), dywanik też jest w porządku, lubię długaśne pelerynki ^^ Gotycka czcionka rządzi (:
Przyznaję. Miażdżąco lepszy od mojej wersji.
Grunt to szczerość (wyrwane z kontekstu, ale co tam)...
Przeze mnie droga w wiekuiste męki
Przeze mnie droga w naród zatracenia (...)
Ty, który wchodzisz
Żegnaj się z nadzieją..."
"Przeze mnie droga w miasto utrapieniaHju wrote:Ja tu modem nie jestem, Fen. Czasem tak bana strzele tylko...
Przeze mnie droga w wiekuiste męki
Przeze mnie droga w naród zatracenia (...)
Ty, który wchodzisz
Żegnaj się z nadzieją..."
I kosior.
Teraz chciałbym zamieścić coś z mojej twórczości. Nie mam talentu do rysowania, ale udało mi się stworzyć to:
Cień zalegał ulice Szarogórza. Choć latarnie stały gęsto wzdłuż ulic, nie rozświetlały one mgieł snujących się nad miastem. Niewielu ludzi przebywało teraz poza domem, tylko nieliczni strażnicy z wolna spacerowali po twierdzy.
Z dala od świateł latarni, pod jedną z okazalszych fasadą domu przykucnęła ciemna postać, cień wśród cieni nocy. Była spowita w grafitowy płaszcz, spod którego wystawały dwie czarne rękojeści sztyletów. Czarny pas ściągał czarną kolczugę. Postać była niewidoczna, a od strony domu nie padało żadne światło.
Przywarła ona właśnie do drzwi. W powietrzu rozległy się stłumione kliknięcia zamka, otwieranego wytrychami. Po delikatnym naciśnięciu klamki drzwi otwarły się bezszelestnie na naoliwionych zawiasach. Snop światła padającego z lampy stojącej wewnątrz pomieszczenia w środku oświetlił twarz ukrytą pod kapturem, czarne włosy i złociste oczy. Przy lampie stało zaś trzech mężczyzn, strażników miejskich, wnioskując z barwy i kroju tunik narzuconych na krótkie kolczugi. Na widok włamywacza wyjęli oni miecze z pochew, stal odbiła światło latarni.
Postać w czerni również wyjęła broń, dwa identyczne, długie sztylety o ostrzach koloru ciemnego rubinu. W trzech skokach znalazła się ona na środku izby, tam zatrzymała się. Pierwszy strażnik stanął na wprost niej, dwóch okrążało ją.
Nożownik skoczył naprzód i lekko w lewo, w zasięg brzeszczota strażnika. Tak jak przewidywał, stróż prawa popełnij błąd, próbując dosięgnąć go płaskim sztychem. Stracił przy tym równowagę, co wykorzystał włamywacz. Uniknął pchnięcia szybkim obrotem w prawo i ciął sztyletami, niskim sztychem w podbrzusze i koszącym ciosem skierowanym w tętnicę szyjną. Ostrza zabarwiły się krwią, strażnik runął na ziemię.
Tymczasem pozostała dwójka zdążyła zająć miejsce za plecami przeciwnika i zaatakować. Włamywacz sparował ciosy sztyletami, po czym rzucił jednym z nich w strażnika składającego się do kolejnego ciosu. Ostrze utkwiło w okolicach grdyki. Strażnik zagulgotał urywanie i padł martwy na drewnianą podłogę.
Pozostały przy życiu przeciwnik zdawał się być bardziej doświadczony od swoich poległych towarzyszy. Nie atakował wprost, lecz okrążał włamywacza, zmuszając go do obracania się. Kiedy lampa stojąca na stole znalazła się za jego plecami skoczył w bok, i odbijając się od podłogi ciął w kierunku obojczyka przeciwnika. Ten jednak nie dał się zaskoczyć, sparował cios, oszukał wroga flintą i wbił mu sztylet w serce, przebijając kolczugę. Strażnik zatoczył się, upadł na stół i przewrócił latarnię, pozostawiając izbę w zupełnych ciemnościach.
Zabójca pozbierał broń i wszedł na piętro po schodach. Przeszedł przez długi przedpokój i wszedł do ostatniego pomieszczenia po lewej. Było ono bogato zdobione, na ścianach rozwieszone były gobeliny z herbem pana domu, wielmoży Suliesa z rodu Wulfgar. Wzdłuż ścian stały regały, a na nich setki grubych ksiąg oprawionych w skórę. Na środku pokoju stał postument ozdobiony tym samym herbem, co gobeliny: łbem wilka na białym tle. Cały postument otaczała biaława aura, która zbiegała się na szczycie w półprzezroczystą kolumnę. Pod nią leżał srebrny pierścień z wielkim szmaragdem wprawionym w obrączkę.
Mężczyzna zbliżył się do postumentu. Zmierzył aurę wzrokiem i bez wahania sięgnął po klejnot. Jego dłoń natychmiast otoczyły jasne iskry, kiedy stawiał opór potężnym zaklęciom z dziedziny białej magii. Zacisnął palce na pierścieniu i cofną rękę. Włożył go do sakwy i spokojnym krokiem wyszedł z domu. Pochłonęły go mgły Szarogórza.
Proszę, skomentujcie, zamieśćcie uwagi. Ciąg dalszy nastąpi, jeżeli będziecie sobie tego życzyli.
Teraz chciałbym zamieścić coś z mojej twórczości. Nie mam talentu do rysowania, ale udało mi się stworzyć to:
Cień zalegał ulice Szarogórza. Choć latarnie stały gęsto wzdłuż ulic, nie rozświetlały one mgieł snujących się nad miastem. Niewielu ludzi przebywało teraz poza domem, tylko nieliczni strażnicy z wolna spacerowali po twierdzy.
Z dala od świateł latarni, pod jedną z okazalszych fasadą domu przykucnęła ciemna postać, cień wśród cieni nocy. Była spowita w grafitowy płaszcz, spod którego wystawały dwie czarne rękojeści sztyletów. Czarny pas ściągał czarną kolczugę. Postać była niewidoczna, a od strony domu nie padało żadne światło.
Przywarła ona właśnie do drzwi. W powietrzu rozległy się stłumione kliknięcia zamka, otwieranego wytrychami. Po delikatnym naciśnięciu klamki drzwi otwarły się bezszelestnie na naoliwionych zawiasach. Snop światła padającego z lampy stojącej wewnątrz pomieszczenia w środku oświetlił twarz ukrytą pod kapturem, czarne włosy i złociste oczy. Przy lampie stało zaś trzech mężczyzn, strażników miejskich, wnioskując z barwy i kroju tunik narzuconych na krótkie kolczugi. Na widok włamywacza wyjęli oni miecze z pochew, stal odbiła światło latarni.
Postać w czerni również wyjęła broń, dwa identyczne, długie sztylety o ostrzach koloru ciemnego rubinu. W trzech skokach znalazła się ona na środku izby, tam zatrzymała się. Pierwszy strażnik stanął na wprost niej, dwóch okrążało ją.
Nożownik skoczył naprzód i lekko w lewo, w zasięg brzeszczota strażnika. Tak jak przewidywał, stróż prawa popełnij błąd, próbując dosięgnąć go płaskim sztychem. Stracił przy tym równowagę, co wykorzystał włamywacz. Uniknął pchnięcia szybkim obrotem w prawo i ciął sztyletami, niskim sztychem w podbrzusze i koszącym ciosem skierowanym w tętnicę szyjną. Ostrza zabarwiły się krwią, strażnik runął na ziemię.
Tymczasem pozostała dwójka zdążyła zająć miejsce za plecami przeciwnika i zaatakować. Włamywacz sparował ciosy sztyletami, po czym rzucił jednym z nich w strażnika składającego się do kolejnego ciosu. Ostrze utkwiło w okolicach grdyki. Strażnik zagulgotał urywanie i padł martwy na drewnianą podłogę.
Pozostały przy życiu przeciwnik zdawał się być bardziej doświadczony od swoich poległych towarzyszy. Nie atakował wprost, lecz okrążał włamywacza, zmuszając go do obracania się. Kiedy lampa stojąca na stole znalazła się za jego plecami skoczył w bok, i odbijając się od podłogi ciął w kierunku obojczyka przeciwnika. Ten jednak nie dał się zaskoczyć, sparował cios, oszukał wroga flintą i wbił mu sztylet w serce, przebijając kolczugę. Strażnik zatoczył się, upadł na stół i przewrócił latarnię, pozostawiając izbę w zupełnych ciemnościach.
Zabójca pozbierał broń i wszedł na piętro po schodach. Przeszedł przez długi przedpokój i wszedł do ostatniego pomieszczenia po lewej. Było ono bogato zdobione, na ścianach rozwieszone były gobeliny z herbem pana domu, wielmoży Suliesa z rodu Wulfgar. Wzdłuż ścian stały regały, a na nich setki grubych ksiąg oprawionych w skórę. Na środku pokoju stał postument ozdobiony tym samym herbem, co gobeliny: łbem wilka na białym tle. Cały postument otaczała biaława aura, która zbiegała się na szczycie w półprzezroczystą kolumnę. Pod nią leżał srebrny pierścień z wielkim szmaragdem wprawionym w obrączkę.
Mężczyzna zbliżył się do postumentu. Zmierzył aurę wzrokiem i bez wahania sięgnął po klejnot. Jego dłoń natychmiast otoczyły jasne iskry, kiedy stawiał opór potężnym zaklęciom z dziedziny białej magii. Zacisnął palce na pierścieniu i cofną rękę. Włożył go do sakwy i spokojnym krokiem wyszedł z domu. Pochłonęły go mgły Szarogórza.
Proszę, skomentujcie, zamieśćcie uwagi. Ciąg dalszy nastąpi, jeżeli będziecie sobie tego życzyli.
Mess with the best - die like the rest.
Jakieś to takie nielogiczne mi się wydaje, ale okey, niech będzie.
Więcej mi się nie chce wypisywać, nie wiem, kto to pisał, ale tekst jest co najmniej dobry. Na dłuższą metę, pisanie w taki sposób jest okropnie męczące, więc nie polecam. To tyle!
Więcej mi się nie chce wypisywać, nie wiem, kto to pisał, ale tekst jest co najmniej dobry. Na dłuższą metę, pisanie w taki sposób jest okropnie męczące, więc nie polecam. To tyle!
┌∩┐(◣_◢)┌∩┐ Pjerdl życie, odpisz w sesji! ┌∩┐(◣_◢)┌∩┐
And if you won't...


-
Guard Anvares
- Skrytopisarz
- Posts: 21
- Location: Zni-kąd
Cóż... przede wszystkim dziękuje Panu Landaenowi (dobrze odmieniłem?) za oderwanie tematu od rysunków. 
zamieszczam krótki fragment,rozdziału I lub krótki fragment nieudanego pomysłu: "Piszę Książkę !!!" jak kto woli !
(...)Nasłuchiwał w ciemności,jego wzrok omiótł ośnieżoną drogę,doskonale widzialną w świetle księżyca,już miał znów skulic się za krzakami,gdy usłyszał echo dziwnych,i zniekształconych głosów,jego przyjaciele również to usłyszeli,stal mieczy zazgrzytała cicho,wszyscy siedmiorga przystanęli,schowani zza krzakami,czekali na cel swojej wyprawy,tymczasem chłód coraz mocniej oddawał się we znaki,pozbawiając sił i chęci do czegokolwiek niż ciepła.
gdzieś na drzewie zaskrzeczała wrona
gałęzie jęknęły przeciągle,uginając się pod ciężarem śniegu.
Echa odgłosów stały się wyraźniejsze
Teraz Cień rozpoznał wcześniej niezidentyfikowane dźwięki,uśmiechnął się na myśl,że ci,których szukali,właśnie jadą na przełęcz
- Szykujcie się - odrzekł cicho,acz stanowczo
Jego towarzysze unieśli broń.na ich twarzach widniał wściekły grymas,jeden z nich wbił w miękki śnieg 2 strzały,trzecią trzymał na łuku.
Odgłosy osiągnęły szczytowy punkt i Cień ujrzał wychylające się zza osłony drzew dwie ciemne postacie na koniach,księżyc oświetlał grzywy koni i srebrne kolczugi podróżników,lecz za nic w świecie,nie mógł oświetlić ich twarzy.Jeden z nich pochylił się do drugiego,coś szepcąc,tamten skinął głową i na jego ręku pojawiła się bladożółta kula Energii
Ach,a więc to ci,których szukamy.Pomyślał Cień
- pędźcie,i zabijcie,odrzekł cicho,niemal niedosłyszalnie.Jego towarzysze wyskoczyli z kryjówek i popędzili,ku dwóm postaciom krzycząc coś,zewsząd wzleciały spłoszone ptaki,przesłaniając księżyc,postacie pomknęły ku przełęczy.
- chcą uciec? ciekawe... - powiedział do siebie Cień,wypowiedziawszy złowrogie słowa,patrzył ze swej kryjówki,jak wąska droga prowadząca na drugą stronę przełęczy,zasypuje się lawiną kamieni,lodu i śniegu.Bezradni Konni mogli już tylko wdać się w walkę.I tak się stało
Ostrza mieczy zabrzęczały donośnie,jeden z Konnych dobył miecza i walczył,pozostały ciskał magią,lecz zbroje towarzyszy Cienia,były odporne na działanie magii,Cień dobył długiego miecza,wykrzywionego podobnie jak kieł wilka,i wyskoczył z kryjówki.
Walka trwała dalej żadna ze stron nie mogła zyskać przewagi,Towarzyszy Cienia było dużo,lecz Wrogi Miecznik był za silny,nawet już na czwórkę pozostałych przy życiu,Mag natomiast nie walczył wyjął przezroczysty kamień,który zaczął jaśnieć,usta Maga formułowały skomplikowane wyrazy
Mimo równości,szala przeciągła się na stronę Cienia,Jedyny Walczący Wróg klęczał już na ziemi,próbując odparować ciosy wroga,jego ramiono przecinała głęboko rana,zabarwiając kolczugę na czerwono,taka sama rana znalazła się na udzie,
Cień był tam coraz bliżej,na jego dłoń oplatała kula czerwonego światła,w tym momencie,gdy Miecznik pojął,że nie mają szans,podniósł się próbując uciekac.
Mag wymówił ostatnią frazę,i wraz z sprzymierzeńcem znalazł się w magicznej kuli odbijającej strzały i ciosy mieczy,Cień mógł tylko patrzeć,jak Miecznik oddaje Miecz i Pochwę Magowi,plamiąc przy tym śnieg krwią.Mag spojrzał na niego ostatni raz,po czym podniósł kamień i zniknął w rozbłysku wodnistego światła,a wraz z nim bariera.
Cień krzyknął z wściekłości,podszedł do Rannego wroga,patrząc w jego czarne,szkliste oczy,wyrażające lata doświadczenia,smutek i lęk przed śmiercią,jego twarz była równia poszarzała ze strachu,jak wieloletnia broda.zamknął oczy i jego oddech zamienił się w grobową cisze.
Cień zawył z wściekłości,z jego dłoni wytrysły 2 promieni rubinowej energii,trafiając konie i zabijając.nie oglądając się za siebie,Cień wraz z pozostałymi przy życiu kompanami,ruszył traktem,tam,skąd przyjechali wrogowie...
Tymczasem czarne jak noc ptaki,opadły zaczęły swobodną ucztę.
Wszelkie podobieństwo do nazw "testowych" przypadkowe
zamieszczam krótki fragment,rozdziału I lub krótki fragment nieudanego pomysłu: "Piszę Książkę !!!" jak kto woli !
(...)Nasłuchiwał w ciemności,jego wzrok omiótł ośnieżoną drogę,doskonale widzialną w świetle księżyca,już miał znów skulic się za krzakami,gdy usłyszał echo dziwnych,i zniekształconych głosów,jego przyjaciele również to usłyszeli,stal mieczy zazgrzytała cicho,wszyscy siedmiorga przystanęli,schowani zza krzakami,czekali na cel swojej wyprawy,tymczasem chłód coraz mocniej oddawał się we znaki,pozbawiając sił i chęci do czegokolwiek niż ciepła.
gdzieś na drzewie zaskrzeczała wrona
gałęzie jęknęły przeciągle,uginając się pod ciężarem śniegu.
Echa odgłosów stały się wyraźniejsze
Teraz Cień rozpoznał wcześniej niezidentyfikowane dźwięki,uśmiechnął się na myśl,że ci,których szukali,właśnie jadą na przełęcz
- Szykujcie się - odrzekł cicho,acz stanowczo
Jego towarzysze unieśli broń.na ich twarzach widniał wściekły grymas,jeden z nich wbił w miękki śnieg 2 strzały,trzecią trzymał na łuku.
Odgłosy osiągnęły szczytowy punkt i Cień ujrzał wychylające się zza osłony drzew dwie ciemne postacie na koniach,księżyc oświetlał grzywy koni i srebrne kolczugi podróżników,lecz za nic w świecie,nie mógł oświetlić ich twarzy.Jeden z nich pochylił się do drugiego,coś szepcąc,tamten skinął głową i na jego ręku pojawiła się bladożółta kula Energii
Ach,a więc to ci,których szukamy.Pomyślał Cień
- pędźcie,i zabijcie,odrzekł cicho,niemal niedosłyszalnie.Jego towarzysze wyskoczyli z kryjówek i popędzili,ku dwóm postaciom krzycząc coś,zewsząd wzleciały spłoszone ptaki,przesłaniając księżyc,postacie pomknęły ku przełęczy.
- chcą uciec? ciekawe... - powiedział do siebie Cień,wypowiedziawszy złowrogie słowa,patrzył ze swej kryjówki,jak wąska droga prowadząca na drugą stronę przełęczy,zasypuje się lawiną kamieni,lodu i śniegu.Bezradni Konni mogli już tylko wdać się w walkę.I tak się stało
Ostrza mieczy zabrzęczały donośnie,jeden z Konnych dobył miecza i walczył,pozostały ciskał magią,lecz zbroje towarzyszy Cienia,były odporne na działanie magii,Cień dobył długiego miecza,wykrzywionego podobnie jak kieł wilka,i wyskoczył z kryjówki.
Walka trwała dalej żadna ze stron nie mogła zyskać przewagi,Towarzyszy Cienia było dużo,lecz Wrogi Miecznik był za silny,nawet już na czwórkę pozostałych przy życiu,Mag natomiast nie walczył wyjął przezroczysty kamień,który zaczął jaśnieć,usta Maga formułowały skomplikowane wyrazy
Mimo równości,szala przeciągła się na stronę Cienia,Jedyny Walczący Wróg klęczał już na ziemi,próbując odparować ciosy wroga,jego ramiono przecinała głęboko rana,zabarwiając kolczugę na czerwono,taka sama rana znalazła się na udzie,
Cień był tam coraz bliżej,na jego dłoń oplatała kula czerwonego światła,w tym momencie,gdy Miecznik pojął,że nie mają szans,podniósł się próbując uciekac.
Mag wymówił ostatnią frazę,i wraz z sprzymierzeńcem znalazł się w magicznej kuli odbijającej strzały i ciosy mieczy,Cień mógł tylko patrzeć,jak Miecznik oddaje Miecz i Pochwę Magowi,plamiąc przy tym śnieg krwią.Mag spojrzał na niego ostatni raz,po czym podniósł kamień i zniknął w rozbłysku wodnistego światła,a wraz z nim bariera.
Cień krzyknął z wściekłości,podszedł do Rannego wroga,patrząc w jego czarne,szkliste oczy,wyrażające lata doświadczenia,smutek i lęk przed śmiercią,jego twarz była równia poszarzała ze strachu,jak wieloletnia broda.zamknął oczy i jego oddech zamienił się w grobową cisze.
Cień zawył z wściekłości,z jego dłoni wytrysły 2 promieni rubinowej energii,trafiając konie i zabijając.nie oglądając się za siebie,Cień wraz z pozostałymi przy życiu kompanami,ruszył traktem,tam,skąd przyjechali wrogowie...
Tymczasem czarne jak noc ptaki,opadły zaczęły swobodną ucztę.
Wszelkie podobieństwo do nazw "testowych" przypadkowe
-
Drakon Arach
Ten tekst to po prostu jeden wielki błąd interpunkcyjny. Czyta się fatalnie, tam gdzie są przecinki z powodzeniem można je zamienić na kropki. Dialogi zaczynające się od małej litery...
To jeszcze nic. Najgorsze w tym tekście są powtórzenia. Gdzie? Poczytaj tekst... wychodzi na to, że w jednym zdaniu jest po kilka powtórzeń. To psuje cały efekt czytania. Aż tak masz ubogie słownictwo by pisać w kółko jeden wyraz?
Zalatuje mi tu Eragonem... ta sama scena, jest cień (nie lubię go), są jeźdźcy, jest zasadzka, jest wygrana, jest mag(zamiast Aryi) i... jest ogólnie kopiowanie pomysłu.
Zmień to. Ogólnie to wszystko zmień. By napisać dobrą książkę trzeba najpierw obmyślić świat, plan wydarzeń, postacie i inne detale. Dopiero potem pisać. A nie na odwrót. Pogubisz się i nagle pisanie książki stanie się nudne.
Surowo, ale ja pisałem kiedyś opowiadania. I wiem jaki to kawałek chleba. Ja ci dobrze radzę, popraw, wymyśl coś innowacyjnego (albo zrób tak, by tamto wydarzenie ciekawiło czytelnika) i wstaw ponownie. I przede wszystkim się nie zrażaj.
To jeszcze nic. Najgorsze w tym tekście są powtórzenia. Gdzie? Poczytaj tekst... wychodzi na to, że w jednym zdaniu jest po kilka powtórzeń. To psuje cały efekt czytania. Aż tak masz ubogie słownictwo by pisać w kółko jeden wyraz?
Zalatuje mi tu Eragonem... ta sama scena, jest cień (nie lubię go), są jeźdźcy, jest zasadzka, jest wygrana, jest mag(zamiast Aryi) i... jest ogólnie kopiowanie pomysłu.
Zmień to. Ogólnie to wszystko zmień. By napisać dobrą książkę trzeba najpierw obmyślić świat, plan wydarzeń, postacie i inne detale. Dopiero potem pisać. A nie na odwrót. Pogubisz się i nagle pisanie książki stanie się nudne.
Surowo, ale ja pisałem kiedyś opowiadania. I wiem jaki to kawałek chleba. Ja ci dobrze radzę, popraw, wymyśl coś innowacyjnego (albo zrób tak, by tamto wydarzenie ciekawiło czytelnika) i wstaw ponownie. I przede wszystkim się nie zrażaj.


