@Down: Rycerzyki Rlz
Wasza twórczość
-
Guest
W porządku
To ostatnie z tych moich bo reszta kolegi:) Można też znaleźć na tamtym forum 
I
Żył raz władca, pan potężny,
Mąż odważny, rycerz dzielny,
Kochał żonę swą nad życie,
Kazał strzec jej sługom skrycie.
Bo brzemienną ona była,
Wnet mu córkę urodziła.
Rude, wredne dzieciąteczko,
Głośne i złe paniąteczko.
Dziecko ciągle coś broiło,
Matkę w trumnę tym wpędziło.
Zmarło się królowej wcześnie.
Bezboleśnie, no bo we śnie.
Na pogrzebie jak zasłony,
Spadły z oczu dziecka błony.
Od tej pory się uczyło
I przykładem cnoty było.
Król w żałobie pogrążony,
Spędzał czas przy grobie żony.
Oddał dziecię do klasztoru.
„Tam niech uczy się honoru!
Tam niech manier się wyuczy,
Wielu zaklęć - magii kluczy.
Tam niech cnoty swej dochowa,
Dać mężowi ją gotowa.
Kiedy nauk kres dobiegnie,
Moje ciało martwe legnie.”
Jak rozkazał, tak zrobiono,
Dziecię w habit obleczono.
Przed kamiennym, wielki murem
Wszystka szlachta płacze chórem.
Brat zakonny zamknął wrota.
„Oj biedactwo... tyś sierota...”
Upłynęło dziesięć latek,
Urodzono wiele dziatek.
Źle się dzieje w tej krainie,
Krwią mieszkańców ona płynie.
„Król oszalał! Król zwariował!
Żonę zabił! córkę schował!”
Inni władcy i rycerze,
Bandy chłopów i żołnierze,
Wszyscy z królem toczą wojnę,
Stąd te czasy niespokojne.
W lśniącej zbroi ktoś przybywa,
Armię króla on rozrywa,
Staje dumnie przed zamczyskiem,
I się drze całym swym pyskiem:
„Panie, przestań wciąż wojować!
Skończ swych ludzi żywcem chować!
Walcz ze mną na śmierć i życie!
Żadnej broni nie miej skrycie!”
Dobył miecza król szalony,
Ubrał hełm zamiast korony,
Po czym żwawo walczyć począł,
Owładnięty furii mocą.
Cios za ciosem, sztychów chmara,
Jeden błąd i straszna kara...
Bruku kostka wystająca,
Rycerz łapać chciał zająca.
Legł jak długi w środku placu,
Tuż obok wroga pałacu.
Król szalony miecz podnosił,
Ciemne siły o moc prosił.
Dziwo! Coś go zatrzymało,
Coś, co głośnym głosem brzmiało:
„W głowie ci się pokręciło!
Bijesz swoich, swoją siłą!
Zamiast wrogów kłaść pod nogi,
Bijesz swoich... Ojcze drogi...”
Sen to? Mara? Koszmar jaki?
W środku dnia senne majaki?
Wąską furtą wyszła ona...
Tak podobna... jego żona?
Rudych loczków pełna głowa,
Bordo suknia, całkiem nowa,
Nogi długie aż do nieba,
Wszystko było tam gdzie trzeba.
A jej oczy zieleń wiosny,
Były jak uśmiech radosny.
Szła do niego kręcąc głową,
Idąc z misją pokojową.
„Ojcze zostaw rycerzyka,
Niech do domu swego zmyka”
Wstał niezgrabnie i powoli,
Czując że go wszystko boli.
Spojrzał w oczy młodej damie,
Ta chwyciła go za ramię.
Szeptem mówi mu na uszko:
„Znam komnatę gdzie jest łóżko”
Rozochocił się rycerzyk,
Zrzucił szybko swój pancerzyk
I powstając na swe nogi,
Padł znużony na podłogi.
Rano wstał, czuł się jak nowy.
Leżąc, słyszał strzępek mowy:
„Ojcze drogi, ukochany,
Jak ja kocham zamku ściany!
Długo mnisi mnie uczyli,
Ale w końcu dokończyli
Tego co im przykazałeś,
Gdy mnie w ich ręce dawałeś.
Każdy mówi żeś oszalał,
Ludzi wieszał, żywcem spalał.
Co się tutaj wydarzyło,
Wtedy, kiedy mnie nie było?”
Król z wrażenia otrzeźwiony,
Głos miał nieswój, czymś zmieniony:
„Ma córeczko ukochana,
Chodź do taty na kolana”
Rude diablę się nie dało,
Prośby ojca nie słuchało.
Władca wezwał czarne siły,
By go od śmierci broniły.
Twarz wykrzywił grymas męki,
Bólu, śmierci i udręki.
Rzucił pannę na swe łoże,
Stary już jest, jednak może...
Młody rycerz wstał stękając,
W dłoni swojej miecz ściskając.
Ciął króla tuż pod kolanem
Zadając mu podłą ranę.
Z trudem wielkim król raniony,
Wybiegł jakby poparzony.
Uszedł w dal, hen w obce kraje,
Gdzie piekło zowie się rajem.
Córka króla odurzona,
Wpadła w rycerza ramiona.
On ją w łożu złożył czule,
Nie zważając na swe bóle.
Rycerz młody, panna ruda,
Takie coś musi się udać!
Tą tragedią połączeni,
Jakby sobie przeznaczeni.
Ślub rychły im się uśmiecha,
Potem tron i wnet pociecha.
II
„Ale, ale! Co myślicie!?
Już się do dom rozchodzicie!?
Znacie bajki pierwszą cząstkę,
Zwaną czasem też początkiem.”
Weselisko odprawione, Dzieci stadko urobione,
Wszystko ma się wręcz wspaniale,
Młodzi rządzą w pełnej chwale.
Lecz zbyt długo to nie trwało,
Szczęścia linię coś przerwało.
Oto demon w szkarłat skuty,
Ma szkarłatne nawet buty,
Pędzi do nich na smoczysku,
O ogromnym, groźnym pysku.
Za nim jak w mrowiska głębi,
Coś się wije, coś się kłębi.
Chmarę diabłów i szatanów,
Najemników, szarlatanów,
Do cna złych i podłych ludzi,
Demon straszny mocą zbudził.
Raban podniósł się na dworze,
„Kto to pędzi na potworze?”
Para młodych nie czekała.
Dzieci swoje pozbierała,
Do zakonu je schronili
Tam bezpieczni wszyscy byli.
Młody rycerz i królewna,
To że razem, jest rzecz pewna,
Przyodziali się do boju,
I w radosnym wręcz nastroju
Wyjechali ze swych włości
Na spotkanie dziwnych gości.
Odezwała się księżniczka,
Ruda, bystra wojowniczka
„Czego chcesz brzydki demonie?
Niech cię piekło twe pochłonie!
Odejdź prędko z tego kraju,
Albo ‘ciach’ i ‘siup’ do raju!”
Demon zsunął się ze smoka,
Chlasnął batem go po bokach,
Chwilę z hełmem się mocował,
Wnet wypełzła jego głowa.
„Wielkie dziwy! Co za czary!?
Demon, to nasz władca stary!”
Rzekł nieswojo i tubalnie:
„Będę prosił, wręcz nachalnie,
O oddanie mi królestwa,
Mego w ziemi tej jestestwa.
Wszyscy wy umrzeć musicie,
Będzie płacz, chłosta i bicie.
Przegnaliście swego pana?
Padać przy mnie na kolana!”
Kiedy skończył przemówienie,
Zabrał się za wysiedlenie.
Puścił sforę swą piekielną,
Na zamkową straż naczelną.
Demon sięgnął do swej broni,
Język ognia, co się w dłoni
Uformował w miecz straszliwy,
Ostry, lekki, niełamliwy.
Rycerz dobył ostrza swego,
Przez kapłanów święconego.
Zrobił piruet całkiem gładki,
Chlasnął wroga przez łopatki.
Miecz zabrzęczał o pancerze,
To ktoś upadł... Ja nie wierzę!
Demon cudem się z ratował,
Ostrze w rycerza wpakował!
Padł rycerzyk pochlastany,
Padł wprost w żółte tulipany.
Rude dziewczę zapiszczało,
Męża prędko opłakało,
Wysmarkało się w chusteczkę
I zamilkło na chwileczkę.
Odezwało się niewinnie,
Całkiem sprytnie no i zwinnie.
„Tatku drogi, ukochany,
Tatku straszny, opętany.
Zło jest twoim przyjacielem.
Długo gości w twoim ciele?”
Dziewczę dłużej nie czekało.
Modły zemsty wykrzyczało.
Mnisi tego jej uczyli,
Swojej wiedzy użyczyli.
Tego pewnie by nie chcieli,
Ich adeptka w zło się wcieli...
Silna była ta królewna.
Silna no i swego całkiem pewna.
Miast demona
I
Żył raz władca, pan potężny,
Mąż odważny, rycerz dzielny,
Kochał żonę swą nad życie,
Kazał strzec jej sługom skrycie.
Bo brzemienną ona była,
Wnet mu córkę urodziła.
Rude, wredne dzieciąteczko,
Głośne i złe paniąteczko.
Dziecko ciągle coś broiło,
Matkę w trumnę tym wpędziło.
Zmarło się królowej wcześnie.
Bezboleśnie, no bo we śnie.
Na pogrzebie jak zasłony,
Spadły z oczu dziecka błony.
Od tej pory się uczyło
I przykładem cnoty było.
Król w żałobie pogrążony,
Spędzał czas przy grobie żony.
Oddał dziecię do klasztoru.
„Tam niech uczy się honoru!
Tam niech manier się wyuczy,
Wielu zaklęć - magii kluczy.
Tam niech cnoty swej dochowa,
Dać mężowi ją gotowa.
Kiedy nauk kres dobiegnie,
Moje ciało martwe legnie.”
Jak rozkazał, tak zrobiono,
Dziecię w habit obleczono.
Przed kamiennym, wielki murem
Wszystka szlachta płacze chórem.
Brat zakonny zamknął wrota.
„Oj biedactwo... tyś sierota...”
Upłynęło dziesięć latek,
Urodzono wiele dziatek.
Źle się dzieje w tej krainie,
Krwią mieszkańców ona płynie.
„Król oszalał! Król zwariował!
Żonę zabił! córkę schował!”
Inni władcy i rycerze,
Bandy chłopów i żołnierze,
Wszyscy z królem toczą wojnę,
Stąd te czasy niespokojne.
W lśniącej zbroi ktoś przybywa,
Armię króla on rozrywa,
Staje dumnie przed zamczyskiem,
I się drze całym swym pyskiem:
„Panie, przestań wciąż wojować!
Skończ swych ludzi żywcem chować!
Walcz ze mną na śmierć i życie!
Żadnej broni nie miej skrycie!”
Dobył miecza król szalony,
Ubrał hełm zamiast korony,
Po czym żwawo walczyć począł,
Owładnięty furii mocą.
Cios za ciosem, sztychów chmara,
Jeden błąd i straszna kara...
Bruku kostka wystająca,
Rycerz łapać chciał zająca.
Legł jak długi w środku placu,
Tuż obok wroga pałacu.
Król szalony miecz podnosił,
Ciemne siły o moc prosił.
Dziwo! Coś go zatrzymało,
Coś, co głośnym głosem brzmiało:
„W głowie ci się pokręciło!
Bijesz swoich, swoją siłą!
Zamiast wrogów kłaść pod nogi,
Bijesz swoich... Ojcze drogi...”
Sen to? Mara? Koszmar jaki?
W środku dnia senne majaki?
Wąską furtą wyszła ona...
Tak podobna... jego żona?
Rudych loczków pełna głowa,
Bordo suknia, całkiem nowa,
Nogi długie aż do nieba,
Wszystko było tam gdzie trzeba.
A jej oczy zieleń wiosny,
Były jak uśmiech radosny.
Szła do niego kręcąc głową,
Idąc z misją pokojową.
„Ojcze zostaw rycerzyka,
Niech do domu swego zmyka”
Wstał niezgrabnie i powoli,
Czując że go wszystko boli.
Spojrzał w oczy młodej damie,
Ta chwyciła go za ramię.
Szeptem mówi mu na uszko:
„Znam komnatę gdzie jest łóżko”
Rozochocił się rycerzyk,
Zrzucił szybko swój pancerzyk
I powstając na swe nogi,
Padł znużony na podłogi.
Rano wstał, czuł się jak nowy.
Leżąc, słyszał strzępek mowy:
„Ojcze drogi, ukochany,
Jak ja kocham zamku ściany!
Długo mnisi mnie uczyli,
Ale w końcu dokończyli
Tego co im przykazałeś,
Gdy mnie w ich ręce dawałeś.
Każdy mówi żeś oszalał,
Ludzi wieszał, żywcem spalał.
Co się tutaj wydarzyło,
Wtedy, kiedy mnie nie było?”
Król z wrażenia otrzeźwiony,
Głos miał nieswój, czymś zmieniony:
„Ma córeczko ukochana,
Chodź do taty na kolana”
Rude diablę się nie dało,
Prośby ojca nie słuchało.
Władca wezwał czarne siły,
By go od śmierci broniły.
Twarz wykrzywił grymas męki,
Bólu, śmierci i udręki.
Rzucił pannę na swe łoże,
Stary już jest, jednak może...
Młody rycerz wstał stękając,
W dłoni swojej miecz ściskając.
Ciął króla tuż pod kolanem
Zadając mu podłą ranę.
Z trudem wielkim król raniony,
Wybiegł jakby poparzony.
Uszedł w dal, hen w obce kraje,
Gdzie piekło zowie się rajem.
Córka króla odurzona,
Wpadła w rycerza ramiona.
On ją w łożu złożył czule,
Nie zważając na swe bóle.
Rycerz młody, panna ruda,
Takie coś musi się udać!
Tą tragedią połączeni,
Jakby sobie przeznaczeni.
Ślub rychły im się uśmiecha,
Potem tron i wnet pociecha.
II
„Ale, ale! Co myślicie!?
Już się do dom rozchodzicie!?
Znacie bajki pierwszą cząstkę,
Zwaną czasem też początkiem.”
Weselisko odprawione, Dzieci stadko urobione,
Wszystko ma się wręcz wspaniale,
Młodzi rządzą w pełnej chwale.
Lecz zbyt długo to nie trwało,
Szczęścia linię coś przerwało.
Oto demon w szkarłat skuty,
Ma szkarłatne nawet buty,
Pędzi do nich na smoczysku,
O ogromnym, groźnym pysku.
Za nim jak w mrowiska głębi,
Coś się wije, coś się kłębi.
Chmarę diabłów i szatanów,
Najemników, szarlatanów,
Do cna złych i podłych ludzi,
Demon straszny mocą zbudził.
Raban podniósł się na dworze,
„Kto to pędzi na potworze?”
Para młodych nie czekała.
Dzieci swoje pozbierała,
Do zakonu je schronili
Tam bezpieczni wszyscy byli.
Młody rycerz i królewna,
To że razem, jest rzecz pewna,
Przyodziali się do boju,
I w radosnym wręcz nastroju
Wyjechali ze swych włości
Na spotkanie dziwnych gości.
Odezwała się księżniczka,
Ruda, bystra wojowniczka
„Czego chcesz brzydki demonie?
Niech cię piekło twe pochłonie!
Odejdź prędko z tego kraju,
Albo ‘ciach’ i ‘siup’ do raju!”
Demon zsunął się ze smoka,
Chlasnął batem go po bokach,
Chwilę z hełmem się mocował,
Wnet wypełzła jego głowa.
„Wielkie dziwy! Co za czary!?
Demon, to nasz władca stary!”
Rzekł nieswojo i tubalnie:
„Będę prosił, wręcz nachalnie,
O oddanie mi królestwa,
Mego w ziemi tej jestestwa.
Wszyscy wy umrzeć musicie,
Będzie płacz, chłosta i bicie.
Przegnaliście swego pana?
Padać przy mnie na kolana!”
Kiedy skończył przemówienie,
Zabrał się za wysiedlenie.
Puścił sforę swą piekielną,
Na zamkową straż naczelną.
Demon sięgnął do swej broni,
Język ognia, co się w dłoni
Uformował w miecz straszliwy,
Ostry, lekki, niełamliwy.
Rycerz dobył ostrza swego,
Przez kapłanów święconego.
Zrobił piruet całkiem gładki,
Chlasnął wroga przez łopatki.
Miecz zabrzęczał o pancerze,
To ktoś upadł... Ja nie wierzę!
Demon cudem się z ratował,
Ostrze w rycerza wpakował!
Padł rycerzyk pochlastany,
Padł wprost w żółte tulipany.
Rude dziewczę zapiszczało,
Męża prędko opłakało,
Wysmarkało się w chusteczkę
I zamilkło na chwileczkę.
Odezwało się niewinnie,
Całkiem sprytnie no i zwinnie.
„Tatku drogi, ukochany,
Tatku straszny, opętany.
Zło jest twoim przyjacielem.
Długo gości w twoim ciele?”
Dziewczę dłużej nie czekało.
Modły zemsty wykrzyczało.
Mnisi tego jej uczyli,
Swojej wiedzy użyczyli.
Tego pewnie by nie chcieli,
Ich adeptka w zło się wcieli...
Silna była ta królewna.
Silna no i swego całkiem pewna.
Miast demona
Ari dorwał Fotoszopa ;D Miłośnicy Wanted mogą zrobić to, co ja omal nie zrobiłem, gdy chciałem oddać fakturę papieru - się powiesić xP
Z kolei Soul Keeper poskacze z radości, gdyż chcę się pochwalić portretem Korga (ma drobne zmiany w wyglądzie od czasu, gdy o nich mówiłem) - i to w dwóch wersjach ;P
http://img142.imageshack.us/i/korg.jpg/ (bazgrany mą prawicą!) i sfotoszopowana http://img5.imageshack.us/i/krgbyari.jpg/. Enjoy!
Z kolei Soul Keeper poskacze z radości, gdyż chcę się pochwalić portretem Korga (ma drobne zmiany w wyglądzie od czasu, gdy o nich mówiłem) - i to w dwóch wersjach ;P
http://img142.imageshack.us/i/korg.jpg/ (bazgrany mą prawicą!) i sfotoszopowana http://img5.imageshack.us/i/krgbyari.jpg/. Enjoy!
Grunt to szczerość (wyrwane z kontekstu, ale co tam)...
Przeze mnie droga w wiekuiste męki
Przeze mnie droga w naród zatracenia (...)
Ty, który wchodzisz
Żegnaj się z nadzieją..."
"Przeze mnie droga w miasto utrapieniaHju wrote:Ja tu modem nie jestem, Fen. Czasem tak bana strzele tylko...
Przeze mnie droga w wiekuiste męki
Przeze mnie droga w naród zatracenia (...)
Ty, który wchodzisz
Żegnaj się z nadzieją..."
Taaak
Soul Keeper właśnie idzie poskakać z radości. (Potem zaś idę się powiesić, z powodu braku listy Wanted xD)
Ogólnie powiem krótko: CUDO!!
Obie wersje są wręcz fenomenalne
Nie wiem czy aby na pewno, ale sądzę, że włożyłeś w to mnóstwo pracy. Bardzo mi się podoba. Jednak że, muszę postawić "ale"... Portret Korga, przypomina według mnie wersję elfa z gigantycznymi oczami
Moim zdaniem przydałoby mu się trochę więcej zUa. Np. zamiast szpiczastych uszu (które można podziwiać u elfów), narysowałbym mu zakręcona rogi, skierowane do przodu. Wyglądałby bardziej mhrocznie, niż teraz. Na razie tylko zabija wzrokiem, co jednak nie zmienia faktu, że sam portret jest zajedwa3456bisty
Chętnie dałbym ci coś w rodzaju pochwały, gdyby tylko można by ją rozdawać za ekscentryczne rysunki
(Jak można dawać za coś takiego, to pisz, a pochwały nie poskąpię)
Ogólnie powiem krótko: CUDO!!
Obie wersje są wręcz fenomenalne
┌∩┐(◣_◢)┌∩┐ Pjerdl życie, odpisz w sesji! ┌∩┐(◣_◢)┌∩┐
And if you won't...


Mi tam zawsze szpiczaste uszy kojarzyły się z elfami
Mieśnie widać i to bardzo
Pomyślałem, że zrobiłeś zUego korga, bo ich oczy są takie straszne xD No więc skoro tak, to masz pochwałę...
@OFF
Mayor, zmuszasz mnie, abym powtórzył to co powiedziałem: Swoje zgryźliwe docinki, zostaw dla samego siebie! Uwierz mi, że znudziły mi się bardzo temu. To moja opinia na ten temat i postaraj się ją uszanować!
A gdybym stwierdził, że szkic to du**? Obraziłbym twój komentarz i jednocześnie ciebie... Jeśli już nie potrafisz się powstrzymać to rób to na PW...
@OFF
@OFF
Mayor, zmuszasz mnie, abym powtórzył to co powiedziałem: Swoje zgryźliwe docinki, zostaw dla samego siebie! Uwierz mi, że znudziły mi się bardzo temu. To moja opinia na ten temat i postaraj się ją uszanować!
A gdybym stwierdził, że szkic to du**? Obraziłbym twój komentarz i jednocześnie ciebie... Jeśli już nie potrafisz się powstrzymać to rób to na PW...
@OFF
┌∩┐(◣_◢)┌∩┐ Pjerdl życie, odpisz w sesji! ┌∩┐(◣_◢)┌∩┐
And if you won't...


Czasem tacy orkowie też mają szpiczaste uszy ;P IMO oczy nie wyglądają na bardzo zUe, w kolorowej wersji postawiłbym na kolor - czerwone tęczówki naturalnie kojarzą się ze zUem. A co do mięśni, dużo lepiej wychodzi mi rysowanie nagiego ciała, niźli ubranego ^^ ' Poza stopami i dłońmi. Ot, http://img40.imageshack.us/img40/6805/lachon.jpg
Grunt to szczerość (wyrwane z kontekstu, ale co tam)...
Przeze mnie droga w wiekuiste męki
Przeze mnie droga w naród zatracenia (...)
Ty, który wchodzisz
Żegnaj się z nadzieją..."
"Przeze mnie droga w miasto utrapieniaHju wrote:Ja tu modem nie jestem, Fen. Czasem tak bana strzele tylko...
Przeze mnie droga w wiekuiste męki
Przeze mnie droga w naród zatracenia (...)
Ty, który wchodzisz
Żegnaj się z nadzieją..."
Oba rysunki są świetne
Orkowie i szpiczaste uszy? Ouh... Nie wiedziałem xD To pewnie ci najbardziej zmutowani je posiadają...
A co do zUa, to możliwe, że nie same oczy, a wyraz twarzy łącznie z "uśmieszkiem" + oczywiście, dosyć spore oczy tworzą nastrój:
..."On zaraz mnie zabije"...
Jak dla mnie, Korg nie jest "wcieleniem zUa", ale raczej na szlachetnego wojownika nie wygląda
A co do zUa, to możliwe, że nie same oczy, a wyraz twarzy łącznie z "uśmieszkiem" + oczywiście, dosyć spore oczy tworzą nastrój:
..."On zaraz mnie zabije"...
Jak dla mnie, Korg nie jest "wcieleniem zUa", ale raczej na szlachetnego wojownika nie wygląda
┌∩┐(◣_◢)┌∩┐ Pjerdl życie, odpisz w sesji! ┌∩┐(◣_◢)┌∩┐
And if you won't...


-
Guest
Tiaa, również nie przepadam za wierszami - być może dlatego, że ich nie rozumiem. Na pewno dlatego. (Moja zUa cząstka donosi, że to możliwe także przez to, że nie umiem ich pisać, ale nie słuchajcie
)
Nie wiem, czy wiecie, ale strrasznie lubię rysować
I nie przeszkadza mi to, że nie umiem
Ostatnio brak weny mi nie doskwiera (drżyjcie, narody!), a moim celem stała się dwójka bohaterów niezależnych z naszego forumowego RPG-a 
Pierwszym bazgrołem jest szkic http://img11.imageshack.us/img11/3919/huan0001.jpg. Z tym panem jeszcze nie mieliście do czynienia, ale to tylko działa na waszą korzyść ^^ ' W domyśle był ubrany, ale jakoś sztuka rysowania odzienia nigdy nie była mocną stroną. A, był również mniej napakowany. Ale, po pierwsze, bycie barbarzyńcą zobowiązuje, a po drugie, taka persona jak on powinna mieć dobrze umięśnione ciało, by szybko uciekać. Zwłaszcza nogi, które (ZNOWU!) nie wyszły tak, jak powinny. Trza będzie popracować nad rysowaniem uda, bo albo wychodzi mi overkoks, albo niezidentyfikowane cuś. Na koniec pastwienia się nad tym obrazkiem dodam, że lewa ręka Aidre wygląda przedziwnie - anatomia ramienia (i przedramienia) wzywa...
Drugim miłym panem, którego wygląd utrwaliłem, jest znany już http://img195.imageshack.us/img195/2769/huan0002.jpg, Sępem zwany. Tu nie jestem zadowolony z wyglądu barków, rąk, chusty przypominającej moher :cycatej klaty. Za dużo kreatyny, panie szampierzu...
Enjoy.
PS Odpowiedź na daaawny post Vina - Orkowie mają szpiczaste uszy także w SF
Nie wiem, czy wiecie, ale strrasznie lubię rysować
Pierwszym bazgrołem jest szkic http://img11.imageshack.us/img11/3919/huan0001.jpg. Z tym panem jeszcze nie mieliście do czynienia, ale to tylko działa na waszą korzyść ^^ ' W domyśle był ubrany, ale jakoś sztuka rysowania odzienia nigdy nie była mocną stroną. A, był również mniej napakowany. Ale, po pierwsze, bycie barbarzyńcą zobowiązuje, a po drugie, taka persona jak on powinna mieć dobrze umięśnione ciało, by szybko uciekać. Zwłaszcza nogi, które (ZNOWU!) nie wyszły tak, jak powinny. Trza będzie popracować nad rysowaniem uda, bo albo wychodzi mi overkoks, albo niezidentyfikowane cuś. Na koniec pastwienia się nad tym obrazkiem dodam, że lewa ręka Aidre wygląda przedziwnie - anatomia ramienia (i przedramienia) wzywa...
Drugim miłym panem, którego wygląd utrwaliłem, jest znany już http://img195.imageshack.us/img195/2769/huan0002.jpg, Sępem zwany. Tu nie jestem zadowolony z wyglądu barków, rąk, chusty przypominającej moher :cycatej klaty. Za dużo kreatyny, panie szampierzu...
Enjoy.
PS Odpowiedź na daaawny post Vina - Orkowie mają szpiczaste uszy także w SF
Grunt to szczerość (wyrwane z kontekstu, ale co tam)...
Przeze mnie droga w wiekuiste męki
Przeze mnie droga w naród zatracenia (...)
Ty, który wchodzisz
Żegnaj się z nadzieją..."
"Przeze mnie droga w miasto utrapieniaHju wrote:Ja tu modem nie jestem, Fen. Czasem tak bana strzele tylko...
Przeze mnie droga w wiekuiste męki
Przeze mnie droga w naród zatracenia (...)
Ty, który wchodzisz
Żegnaj się z nadzieją..."
A oto mój rysunek z mangi naruto, przedstawiający Konan. Rysunek do niej nie bardzo podobny, bo rysowałem z pamięci, ale to jeden z moich ulubionych.
http://img706.imageshack.us/img706/8630/111aq.jpg
Jak się wam spodoba to podrzuce jeszcze parę moich prac
http://img706.imageshack.us/img706/8630/111aq.jpg
Jak się wam spodoba to podrzuce jeszcze parę moich prac
