Zgadzam się z przedmówcą. Eragon mi się po prostu przejadł, a ty wprost cytujesz kwestie Durzy. Jeżeli już chcesz urządzić koniecznie zasadzkę z użyciem magii, to zrób to oryginalnie, np. z iluzją fragmentu drogi. I zamiast Cienia daj choćby zbiega z Zakładu Dla Opętanych Przez Demony Magów /prosimy zamykać drzwi!/.
Posted: Tue, 2 Nov 2010, 00:08
by Ari
Grafiką komputerową tu jeszcze nie szpanowałem, co nie?
Nie chciałem tego robić, ale Aileen mnie zmusiła :F Od paru dni bawiłem się w "coverowanie obrazka". Rezultatem jest bestia, z którą biedna Driszówka musi sobie poradzić bez użycia broni... ^^ '
Ja jestem jeszcze na poziomie nauki wersji niekolorowych (kościaki na religii). Pierwsza reakcja na rysunek: . I o samym rysunku: dlaczego ja tak nie potrafię?!? ja nie płaczę, tylko mi się oczy pocą!
Posted: Wed, 22 Dec 2010, 01:02
by Konradus-Killer
Też bym coś wstawił , gdybym miał dobrze działający skaner ... i gdybym swoich prac nieposprzedawał kolegą (najdroższa za 10zł poszła )
Wiem, dablpost, ale jest się czym chwalić Co prawda post powyżej zwiastował powrót, ale to dawno temu, więc mogę wrócić jeszcze raz
A teraz patrzcie i podziwiajcie okładkę dla zespołu Savetest (hard/punk rock... chyba) wykonaną przez waszego adminka Enjoy! (Tak, ta pośrodku to kobieta)
Re: Wasza twórczość
Posted: Tue, 28 Jun 2011, 22:09
by Eon
Ciąg dalszy:
Hmmmm WTF? Jeśli wg Ciebie źle piszę, to po co mam pisać KP?
Bo mam taki kaprys.
Tak, towarzyszka choruje na ,,Ja tu tylko sprzątam", bo chwilowo, podkreślam, chwilowo nie ma nic do powiedzenia i do niczego mu się nie przydaję. Jestem w trakcie pisania pierwszego rozdziału, i wezmę sobie do serca twoje rady. Co do kropek, przecinków itp. zapomniałem że to jest nieobrobiona wersja i ją wrzuciłem ( była obrobiona, ale jak kończyłem to mi prąd wyłączyli i się nie zapisało, potem zapomniałem obrobić jeszcze raz ). Krótkie jest, bo krótkie ma być -_-.
Mhm, uznajmy, że jakoś Cię to usprawiedliwia. Wiesz, prolog mogłeś zawrzeć w jednym zdaniu: "Rzucił zaklęcie i przyzwał wszystkie mroczne stworzenia stąpające po świecie x" - na to samo by wyszło. Dobrze wiesz Archi, o co mi chodzi.
Nie wiem, czy potrafisz ze zrozumieniem czytać. Po 1, to jest DOLINA UMARŁYCH. Chyba wiadomo że tu nikt nie przychodzi na spacerek i że jest t u ponuro. Po2. Nie otworzyły się JASKINIE tylko PORTALE do innych wymiarów, planów i płaszczyzn egzystencji, oraz do świata umarłych.
O, chowajcie się wszyscy bogowie! Kilkusekundową inkantacją można przywołać całe zło tego świata pod swoją komendę! Ciekawym, co by było, gdyby odprawił godzinny rytuał. Świat zostałby zniszczony przez gigantyczną asteroidę? Srsly...
Tak, zdarza mi się to cały czas, nie ważne co pisze
Hmm, myślałem, że to co się pisze jest dość istotne. Jak widać po raz kolejny należało wyprowadzić z błędu biednego Dziadka. Och! Na starość staję się ułomny!
Hmm, może źle to ująłem. Chodziło o to, że w jej oczach wyraźnie było widać że szanuje swojego mistrza.
Oki, kapuję ;]
Epifory są specjalnie, co do reszty, Explain please.
Z epkami nie wyszło, sorry. Do tego trzeba podejść umiejętnie i z dystansem. Przydaje się dusza prawdziwego artysty. Ja jej nie mam, więc podobnych zabiegów unikam. Szczerze? Nie stosuję, bo nie potrafię, a jeśli już, to sprawdzam sto razy.
Tak więc, mój drogi Archimonde, pisz, tylko z natchnieniem. Bo na razie przypomina to wypociny robione na odwal.
Re: Wasza twórczość
Posted: Tue, 28 Jun 2011, 22:25
by Archimonde
O, chowajcie się wszyscy bogowie! Kilkusekundową inkantacją można przywołać całe zło tego świata pod swoją komendę! Ciekawym, co by było, gdyby odprawił godzinny rytuał. Świat zostałby zniszczony przez gigantyczną asteroidę? Srsly...
Kto powiedział że kilak sekund trwała? Mogła trwać kilka minut albo i kilka godzin. Kto liczył czas, jak zegarków tam jeszcze nie mają?
Nie mam pojęcia co to jest ^^' Meduza, naga, lamia czy coś w tym stylu.
Re: Wasza twórczość
Posted: Tue, 13 Sep 2011, 15:01
by Landaen
A oto moja praca konkursowa, krótka bajka o pewnym trollu. Miłego czytania!
Spoiler:
O trollu, Ziemniaku i Źle
Dawno, dawno temu, jeszcze przed Przywołaniem, u podnóży Gór Wietrznych istniała wioska, zamieszkała głównie przez ludzi. Prowadziła do niej tylko jedna droga, kończąca się mostem, spinającym brzegi głębokiej i bystrej rzeki. Pod mostem tym mieszkała rodzina. Wbrew pozorom nie byli to bezdomni-przeciwnie, rodzina ta posiadała spory majątek i szacunek mieszkańców osady. Swój status zawdzięczali wykonywanemu przez jej członków zawodowi. Pobierali oni myto za przejazd przez most od każdego podróżnego, naprawiając w zamian konstrukcję, gdy tego wymagała. W ściąganiu opłat pomocne były ich gabaryty-dorośli członkowie familii mieli grubo ponad dwa metry, ich syn zaś przewyższał ludzkie dziatki średnio o półtorej głowy.
Zapewne domyśliłeś się już, drogi czytelniku, że strażnicy mostu byli trollami. Z zasady kojarzą się one z wielkimi, krwiożerczymi potworami, cuchnącymi na kilometr tak, że aż łzy wyciska. Te trolle były jednak zupełnie zasymilowane z ludźmi, więc były tylko wielkie i cuchnące, ale nie żarły niczyjej krwi. Były nawet dość spokojne i z grubsza wychowane.
Trolle były więc szanowanymi obywatelami wioski i największą atrakcją turystyczną w promieniu wielu kilometrów, a jedyne dziecko w ich rodzinie bawiło się z ludzkimi dziatkami we wszystkie ich zabawy. No, prawie wszystkie. Grung, bo tak nazywało się trollowe dziecko, ze względów bezpieczeństwa nie był dopuszczany do zabawy w tak zwanych rycerzy. Wbrew pozorom zabawa ta nie polegała na upijaniu się, wszczynaniu pijackich burd i czynieniu strat w mieniu i ludności, ale na okładaniu się kijami. Grung potrafił jednym uderzeniem złamać broń oponenta wraz z jego ramieniem. Stał więc tylko z boku i przyglądał się walczącym rówieśnikom, a w jego wrażliwej duszy narastała zazdrość i frustracja.
Płynęły lata. Dzieci w wiosce podrosły i stały się nastolatkami, lecz zabawa w rycerzy nie wyszła z mody. Któregoś dnia Grung nie wytrzymał widoku bawiących się rówieśników, podszedł więc do nich i wprost oznajmił, że chce z nimi walczyć. Przerażeni nastolatkowie i nastolatki natychmiast zbiły się w ciasną gromadkę, widocznie nie znając zasad taktyki przy konfrontacji z trollem.
-Nie możesz-niemal wyszeptały. –To niebezpieczne.
-Ale ja chcę-odparł Grung z właściwą sobie prostotą.-Nie zabronicie mi!
-Nie masz kija-powiedział jeden z nastolatków, chwytając się ostatniej deski ratunku. –Nie możesz bez niego walczyć.
Troll rozejrzał się. W pobliżu nie było żadnych kijów, za to rosło tu młode drzewko. Grung zbliżył się do niego. Uchwycił za pień i wyrwał z ziemi jednym szarpnięciem potężnego ramienia. Jego rówieśnicy rozbiegli się we wszystkich kierunkach, przerażone. Jeden z nich miał pecha. Potknął się i upadł na ziemię.
-Chcesz się ze mną pobawić?-spytał Grung.
-N…ni…
-Widzę, że aż drżysz z niecierpliwości-stwierdził troll.-Wstawaj więc.
Chłopak wstał posłusznie, choć wyglądał, jakby zaraz miał upaść znowu. W drżącej dłoni trzymał kij. Grung zaatakował go, druzgocąc badyla i ramię przeciwnika.
-Uups-rzekł troll. –Nie chciałem…Przepraszam…
-Wynoś się z naszej wioski!-krzyknął ktoś z tyłu. Grung odwrócił się i zobaczył Wściekły Tłum. Następnie zaczął uciekać. Wściekły Tłum umiał wymierzać sprawiedliwość.
Biegnąc, troll dotarł w końcu do swojego mostu. Gdy chciał przedostać się na jego drugą stronę zatrzymali go rodzice.
-Gdzie się tak spieszysz?-zapytał Tata Troll.
-Uciekam z wioski, bo ściga mnie Wściekły Tłum-odparł Grung.
-Biegnij-rzuciła blada jak ściana Trollowa Mama. Grungowi nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Przebiegł przez most i nie oglądając się za siebie opuścił wioskę.
***
Troll nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Wędrował wciąż przed siebie, nie znajdując nigdzie miejsca, w którym mógłby zamieszkać. W żadnym z mijanych miast i miasteczek nikt nie życzył sobie trolla. Podróżując, Grung chwytał różne wieści, ale nie słyszał, by komuś potrzebny był doświadczony budowniczy i konserwator mostów. Wielu podróżnych mówiło za to o Nienazwanym Źle, ciągnącym z zachodu. Grung w te wieści nie wierzył. Po pierwsze, jako że Zło było Nienazwane, nikt nie umiał powiedzieć trollowi, czym dokładnie jest. Po drugie, we wszystkich opowieściach zło ciągnęło ze wschodu, więc owo Nienazwane Zło musiało być albo bardzo oryginalne, albo zmyślone. Jednak wraz z mijającymi tygodniami Grung zaczął wierzyć plotkom. W wierze tej utwierdziły go trwożne szepty ludzi na ulicach i gromki krzyki kapłanów, paladynów i obdartych dziadów na rynkach. Wreszcie troll dotarł do zamku o nazwie Stonewall.
Jego załoga widocznie przygotowała się do walki z Nienazwanym Złem. Dymy z kuźni biły w niebo, ludność z okolicznych terenów była werbowana do armii, a karczmy roiły się od doświadczonych wojaków, topiących swoje obawy w piwie. Na ścianach domów porozwieszano jaskrawe, czarne jak piekło plakaty, na których czerwonymi jak ogień literami wypisane były następującej treści słowa:
Przedstawiciele wszystkich ras, łączcie się!
Pilnie poszukiwani bohaterowie, gotowi oddać swoje życie w walce z Nienazwanym Złem! Będą musieli oni w trudzie i znoju dać dowody swojej wielkiej odwagi i wywalczyć wolność od strachu i trosk wszelakich dla krain Fiary. Zainteresowani proszeni są o stawienie się w Szarogórzu ostatniego dnia miesiąca Czerwia.
I ty zostań bohaterem już dziś!
Grung, przyciągnięty jaskrawymi barwami jednego z plakatów stanął przed nim, jednocześnie tarasując pół ulicy.
-Co tu jest napisane?-spytał przechodzącego obok rycerza we wspaniałej zbroi płytowej. Kiedy ten nie zareagował, troll chwycił go za ramię i obrócił w swoją stronę tak, że rycerz prawie uszkodził ścianę domu. Grung powtórzył swoje pytanie. Rycerz stanął przed plakatem i udał, że umie czytać.
-Tu pisze, że jak ktoś chce walczyć z Nienazwanym Złem, to ma być w Szarogórzu za dwa tygodnie-odpowiedział trollowi. –Pisze też, że ta walka będzie strasznie łatwa i że w ogóle nie grozi ci żadne niebezpieczeństwo. Po wypełnieniu zadania dostaniesz tytuł, złoto i mnóstwo ciasteczek.
-Natychmiast się tam udam!-krzyknął z zapałem Grung. Następnie zarekwirował w słusznej sprawie trochę prowiantu z pobliskiego straganu i wyruszył do Szarogórza.
***
Dokładnie ostatniego dnia miesiąca Grung dotarł do Szarogórza. Zgromadziło się tam wiele istot, które jednoczył jeden, szczytny cel-walka ze złem, a raczej ze Złem. Istoty te pochodziły ze wszystkich rozumnych ras zamieszkujących Eo. No, prawie wszystkich. Brakowało trollów. Chociaż Grung pilnie się za nimi rozglądał, nie dostrzegł ani jednego swojego pobratymca.
W końcu zawędrował na rynek. Stali już tam inni kandydaci do bohaterstwa, a także dwunastu rycerzy i staruszek ubrany w prostą szatę i z długaśnym kijaszkiem w dłoni. Stał on na podwyższeniu na środku placu. W chwili, kiedy Grung wkroczył na rynek, staruszek przemówił zadziwiająco donośnym głosem:
-Witajcie! Zgromadziliście się tu wszyscy w jednym celu-by móc bronić Fiary przed Nienazwanym Złem. Jednakże musicie wiedzieć, na czym dokładnie będzie polegało wasze zadanie.
Jak zdołałem ustalić, Nienazwane Zło da się pokonać tylko w jeden sposób: łącząc moc potężnego artefaktu i nieprawdopodobnego wysiłku umysłowego. Artefakt, o którym mówię, to Popielny Ziemniak Praognia Rohena, w skrócie PZPR!
Zgromadzony tłum ochnął głośno. Grung nie przyłączył się do chóru, gdyż próbował przesylabizować słowo ,,nieprawdopodobny”. Szło mu niesporo. Staruszek ciągnął dalej:
-Aby zdobyć PZPR któryś z was będzie musiał udać się do Mulandiru i wykraść artefakt z piwnicy Rohena. To zadanie jest dodatkowo utrudnione, bo Popielny Ziemniak jest dla zmylenia potencjalnych złodziei trzymany razem ze zwykłymi ziemniakami.
Zgromadzony tłum przerzedził się znacznie, dało się też słyszeć ,,Muszę już iść”, ,,Nie mogę, paznokieć mnie boli”, czy ,,Zostawiłem patelnię na ogniu”. Staruszek kontynuował:
-Kiedy ktoś z was zdobędzie już PZPR, musi wykonać drugą część zadania. Pójdzie na spotkanie Nienazwanego Zła i, stając z nim twarzą w twarz lub w coś, co robi mu za twarz, nazwać go jakimś chwytliwym imieniem.
Tłumek na rynku przestał być , a stał się jednym trollem, który uporawszy się ze słowem ,,nieprawdopodobny” starał się słuchać z uwagą.
-Trollu!-rzekł staruszek. –Ty jeden wykazałeś się wystarczającą odwagą, by podjąć się zadania. Nie zwlekaj więc i natychmiast udaj się do Mulandiru po PZPR. Los Fiary jest w twoich łapach.
Z tymi słowy staruszek odwrócił się i odszedł.
-A ciasteczka?-krzyknął za nim troll, ale dziadziuś nie słyszał. –Pewnie dostanę je później-mruknął troll. -Co ja właściwie miałem zrobić? A, no tak, przynieść Złu warzywko z Mulandiru.
-Przepraszam!-zagadnął jakiegoś przechodnia. –Czy mógłby mi pan wskazać drogę do Mulandiru?
Przechodzień był dobrze obeznany z Fiarą, więc wytłumaczył Grungowi, jak dotrzeć do siedziby Kręgu. Troll podziękował mu i wyruszył w drogę.
***
Minęło sporo czasu, kiedy oczom Grunga ukazały się wreszcie białe mury Mulandiru. Były to czasy świetności Kręgu i magowie wytwarzali wtedy wiele pięknych i potężnych przedmiotów (doskonały przykład stanowi Popielny Ziemniak Praognia Rohena [tak, ziemniaki też mogą być piękne!]). Troll nie był jedynym przyjezdnym. Pod bramami miasta kłębił się tłum różnych istot, zapewne przybyłych, by prosić magów Kręgu o ochronę przed Nienazwanym Złem.
Grung przepchał się do jednej z bram, co przy jego gabarytach nie sprawiło zbyt wielu trudności. Brama była otwarta, lecz pilnował jej zakuty we wspaniałą płytówkę strażnik.
-Chcę przejść-oświadczył mu krótko Grung.
-Jak każdy-odparł strażnik. –Ale nie przejdziesz.
-Dlaczego nie?
-Nie i koniec. Taki jest rozkaz i jest to niemożliwe.
Troll zastanowił się chwilę , po czym przeszedł przez bramę.
-Widzisz?-zapytał strażnika. –Możliwe.
-Ej!-krzyknął rozsierdzony cerber. –Wracaj tu natychmiast!
-Nie mogę. Muszę znaleźć takie magiczne warzywo.
Grung ruszył przed siebie, nie zważając na strażnika. Ten pomyślał chwilę, wyciągnął długi miecz i popełnił nim samobójstwo.
-Ojej-powiedział troll. –Nie sądziłem, że sprawię mu tym taką przykrość. Ale muszę szukać warzywka. Ojej!
Drugie ,,Ojej” było reakcją Grunga na spektakularne pojawienie się strażnika w słupie światła obok menhiru, stojącego ledwie kilka metrów od trolla. Ożywieniec rozejrzał się, wydobył z pochwy miecz i wycelował go w trolla ze słowami:
-Natychmiast zawróć, albo będę musiał użyć siły.
-Pan tak zawsze odżywa?-spytał Grung strażnika.
-Tak!-odparł dumnie człowiek. –Jestem Runicznym Wojownikiem i nie można mnie zabić.
-To dobrze-mruknął Grung. –Pan pozwoli…
Troll podniósł z ziemi kamień średnicy kilkudziesięciu metrów i cisnął go w strażnika. Zaskoczony człowiek nie zdołał uniknąć pocisku i jego głowa zamieniła się w czerwoną papkę. Nim zdołał zmartwychwstać, Grung ruszył dalej.
Idąc przed siebie znalazł się w pięknym ogrodzie. Po jednej z jego alejek przechadzał się mężczyzna w niebiesko-białej szacie.
-Dzień dobry, panie ogrodniku-powiedział grzecznie troll.
Człowiek zmierzył go zaskoczonym spojrzeniem i odparł machinalnie:
-Dzień dobry. Kim jesteś i co tu robisz?
-Jestem Grung, troll-odparł troll Grung. –Stoję tu.
-Widzę. Ale co tu robisz w ogóle?!
-Szukam pewnego magicznego warzywa.
-Wiesz o Prastarym Korniszonie Zagłady?!
-Nie.
-O Żółtawej Fasoli Zalewającej Żółci?
-Nie. To chyba był jakiś ziemniak.
-Prychająca Pryszczata Pyra?
-Nie. Chyba on był jakiś pieczony…w popiele…
Oczy mężczyzny rozszerzyły się.
-Popielny Ziemniak Praognia Rohena?
-Właśnie tak! Wie pan coś o nim?
-Czy wiem? Jam jest Rohen!
-A jam jest Grung! To wie pan coś o tym kartoflu?
-Ja go stworzyłem!
-Musi być pan strasznie zdolnym ogrodnikiem, panie Rohenie. A dałby mi pan tego ziemniaka?
-Nie!
-Dlaczego?
Rohen zamyślił się.
-Właściwie…no…nie wiem-powiedział po chwili. –Dobrze, poczekaj tutaj, skoczę tylko do piwnicy.
Mag zniknął w słupie światła. Gdy pojawił się chwilę później, trzymał w dłoniach worek ziemniaków, dwudziestokilowy, sądząc z jego objętości.
-Trzymaj!-rzekł i podał wór trollowi. –To któryś z tych. A tak z ciekawości-po co ci PZPR?
-Mam iść na zachód o zabić ziemniakiem Nienazwane Zło.
-Szczytny cel! Teleportuję cię, będzie szybciej!
Zanim Grung zdołał zaprotestować został przeniesiony na zachód. Zbliżało się do niego Nienazwane Zło.
***
Było ono humanoidalne. Na jego czarnej płytówce widniały liczne i gustowne kolce, obok nich wyryte były symbole kości, wulgaryzmy i okultystyczne znaki. Nienazwane Zło promieniowało złem.
Na widok trolla wstrzymało swój pochód na krainy dobra. Zapewne było zaskoczone jego obecnością w tym miejscu.
-Co tu robisz?-zapytało. Głos miało głęboki, nieprzyjemny i mroczny.
-Szukam Nienazwanego Zła-odparł Grung. –Nie wiesz może, gdzie…Zaraz. To ty jesteś tym złem.
-Brawo, geniuszu-odparło ironicznie Zło. –Chociaż z tym geniuszem może przesadziłem.
` -Chyba tak. Wiesz, właściwie powinienem cię zabić.
Zło wyglądało na wstrząśnięte. A raczej oczy Zła, widoczne zza kratownicy hełmu. To były takie ładne, świecące na czerwono oczki.
-Jestem wstrząśnięte-stwierdziło Zło. –Przecież to takie złe… a to ja tu jestem złe.
Zło wydobyło z powietrza wielki, czarny i złowrogi miecz i rzuciło się na Grunga.
-Chwileczkę-powiedział troll. Zło zatrzymało się raptownie widząc, że troll siada na ziemi i rozwiązuje worek ziemniaków.
-Masz tu Popielny Ziemniak Praognia Rohena?-zapytało z niedowierzaniem.
-Tak-odparł Grung.-To któryś z tych…nie wiem tylko który. Cóż, wypróbuję wszystkie.
Grung zaczął ciskać ziemniakami w Zło. Oczy wyzierające zza czarnej kratownicy hełmu wyglądały na wzburzone.
-Przestań, i tak nic ci to nie da-rzekło Zło. –Przecież musisz jeszcze mnie jakoś chwytliwie nazwać, a tego nie dokonasz. Zaraz zginiesz.
Czoło trolla zmarszczyło się w heroicznej próbie wymyślenia imienia. Wymyślenie czegokolwiek zwykle i tak było dla niego niebotycznym wysiłkiem, teraz jednak zadanie było jeszcze trudniejsze. Wydało się, że nie podoła zadaniu.
O wtedy Nienazwane Zło rzuciło się nań z morderczymi zamiarami. Grung zareagował instynktownie. Zerwał się na równe nogi, porwał z ziemi worek ziemniaków i uderzył nim w hełm Zła. Dwadzieścia kilogramów kartofli było zabójczą bronią. Czarna płytówka runęła na ziemię z donośnym brzękiem.
Troll zbliżył się powoli do Nienazwanego Zła. Spojrzał na zbroję rozłożoną na ziemi i zadał pytanie, które szczęśliwie ocaliło Eo.
-Tróp?-zapytał troll ni to siebie, ni powietrza. Nagle w tym ostatnim rozległ się potępieńczy wrzask. Na ziemi wyrysował się ogromny pentagram, który wciągnął Zło i zniknął. Grung nie bardzo rozumiał, że właśnie został bohaterem. I nie bardzo wiedział, jak to się stało.
A stało się to tak, że podczas uderzenia o hełm Zła PZPR zmiażdżył się, uwalniając swą moc prosto w Nienazwanego. Gdy ten, zemdlony, upadł na ziemię, Grung wymyślił dlań niezwykle chwytliwe imię.
Oczywiście, już samo ,,Trup” brzmiałoby interesująco, ale dzięki zmianie ,,u” na ,,ó” słowo to zyskało niezwykłej mocy. Krótkie, wpadające w ucho i łatwe do zapamiętania słowo stało się imieniem Zła, a właściwie Trópa.
Wkrótce potem triumfujący Grung wrócił do Mulandiru, a stamtąd został teleportowany do Szarogórza. Tam został obsypany tytułami, złotem i ciasteczkami. Troll osiadł w końcu na stałe ma Przełęczy Cienia, gdzie wybudował nowy, solidny i piękny most. Żył tam do końca swego długiego życia, a kiedy Zarach wezwał go do siebie, stanął przed nim jako bohater. Tróp zaś nigdy już nie powrócił na Eo, by nękać i uciskać jego spokojne ludy.
Re: Wasza twórczość
Posted: Tue, 13 Sep 2011, 19:46
by Mexentrius
Super , nie spodobała mi się tylko zmienność raz piszesz poważnie wkraczając w świat coś w stylu tolkienowskiego , a tu nagle jakiś magiczny ziemniak rohena ....... ale tak to świetna historyjka gz i w ogóle