Cóż... przede wszystkim dziękuje Panu Landaenowi (dobrze odmieniłem?) za oderwanie tematu od rysunków.
zamieszczam krótki fragment,rozdziału I lub krótki fragment nieudanego pomysłu: "Piszę Książkę !!!" jak kto woli !
(...)Nasłuchiwał w ciemności,jego wzrok omiótł ośnieżoną drogę,doskonale widzialną w świetle księżyca,już miał znów skulic się za krzakami,gdy usłyszał echo dziwnych,i zniekształconych głosów,jego przyjaciele również to usłyszeli,stal mieczy zazgrzytała cicho,wszyscy siedmiorga przystanęli,schowani zza krzakami,czekali na cel swojej wyprawy,tymczasem chłód coraz mocniej oddawał się we znaki,pozbawiając sił i chęci do czegokolwiek niż ciepła.
gdzieś na drzewie zaskrzeczała wrona
gałęzie jęknęły przeciągle,uginając się pod ciężarem śniegu.
Echa odgłosów stały się wyraźniejsze
Teraz Cień rozpoznał wcześniej niezidentyfikowane dźwięki,uśmiechnął się na myśl,że ci,których szukali,właśnie jadą na przełęcz
- Szykujcie się - odrzekł cicho,acz stanowczo
Jego towarzysze unieśli broń.na ich twarzach widniał wściekły grymas,jeden z nich wbił w miękki śnieg 2 strzały,trzecią trzymał na łuku.
Odgłosy osiągnęły szczytowy punkt i Cień ujrzał wychylające się zza osłony drzew dwie ciemne postacie na koniach,księżyc oświetlał grzywy koni i srebrne kolczugi podróżników,lecz za nic w świecie,nie mógł oświetlić ich twarzy.Jeden z nich pochylił się do drugiego,coś szepcąc,tamten skinął głową i na jego ręku pojawiła się bladożółta kula Energii
Ach,a więc to ci,których szukamy.Pomyślał Cień
- pędźcie,i zabijcie,odrzekł cicho,niemal niedosłyszalnie.Jego towarzysze wyskoczyli z kryjówek i popędzili,ku dwóm postaciom krzycząc coś,zewsząd wzleciały spłoszone ptaki,przesłaniając księżyc,postacie pomknęły ku przełęczy.
- chcą uciec? ciekawe... - powiedział do siebie Cień,wypowiedziawszy złowrogie słowa,patrzył ze swej kryjówki,jak wąska droga prowadząca na drugą stronę przełęczy,zasypuje się lawiną kamieni,lodu i śniegu.Bezradni Konni mogli już tylko wdać się w walkę.I tak się stało
Ostrza mieczy zabrzęczały donośnie,jeden z Konnych dobył miecza i walczył,pozostały ciskał magią,lecz zbroje towarzyszy Cienia,były odporne na działanie magii,Cień dobył długiego miecza,wykrzywionego podobnie jak kieł wilka,i wyskoczył z kryjówki.
Walka trwała dalej żadna ze stron nie mogła zyskać przewagi,Towarzyszy Cienia było dużo,lecz Wrogi Miecznik był za silny,nawet już na czwórkę pozostałych przy życiu,Mag natomiast nie walczył wyjął przezroczysty kamień,który zaczął jaśnieć,usta Maga formułowały skomplikowane wyrazy
Mimo równości,szala przeciągła się na stronę Cienia,Jedyny Walczący Wróg klęczał już na ziemi,próbując odparować ciosy wroga,jego ramiono przecinała głęboko rana,zabarwiając kolczugę na czerwono,taka sama rana znalazła się na udzie,
Cień był tam coraz bliżej,na jego dłoń oplatała kula czerwonego światła,w tym momencie,gdy Miecznik pojął,że nie mają szans,podniósł się próbując uciekac.
Mag wymówił ostatnią frazę,i wraz z sprzymierzeńcem znalazł się w magicznej kuli odbijającej strzały i ciosy mieczy,Cień mógł tylko patrzeć,jak Miecznik oddaje Miecz i Pochwę Magowi,plamiąc przy tym śnieg krwią.Mag spojrzał na niego ostatni raz,po czym podniósł kamień i zniknął w rozbłysku wodnistego światła,a wraz z nim bariera.
Cień krzyknął z wściekłości,podszedł do Rannego wroga,patrząc w jego czarne,szkliste oczy,wyrażające lata doświadczenia,smutek i lęk przed śmiercią,jego twarz była równia poszarzała ze strachu,jak wieloletnia broda.zamknął oczy i jego oddech zamienił się w grobową cisze.
Cień zawył z wściekłości,z jego dłoni wytrysły 2 promieni rubinowej energii,trafiając konie i zabijając.nie oglądając się za siebie,Cień wraz z pozostałymi przy życiu kompanami,ruszył traktem,tam,skąd przyjechali wrogowie...
Tymczasem czarne jak noc ptaki,opadły zaczęły swobodną ucztę.
Wszelkie podobieństwo do nazw "testowych" przypadkowe