Rozdział I

Zanim przekroczysz wrota, upewnij się, że masz głowę. A najlepiej to dwie...
Bezix
Łowca postów
Posts: 140
Postać w RPG: Terill Senus

Re: Rozdział I

Post by Bezix »

- O ile dobrze rozumiem, zamierzasz zatłuc na raz dwa smokowce, z czego jednym jest samica gotowa ostatnim tchem bronić młodego, które bądź co bądź, też nieźle walczyć potrafi. [...].
Po słowach dziewczyny, która nazywała się Evanesha, oddaliła się w stronę - wyróżniającego się koroną - drzewa. Terill poczuł lekkie zirytowanie.
- Toż właśnie o tym mówiłem... - jednak na nic się zdały te słowa, bo tamta była już zbyt daleko, żeby go usłyszeć. Moment później zaczął rozmyślać nad tym, jak dokładniej odwrócić uwagę stworów, a co za tym idzie - jak je pokonać gdy dywersja zawiedzie. On sam - chociaż lubił zabijać i siekać - to nie zawsze uważał, że trzeba się sprowadzać do walki, zwłaszcza z czymś co jest silniejsze. Poza tym wolał jakoś ominąć przynajmniej te smokowce i nie zginąć ewentualnie na początku podróży. Kolejny to raz ktoś przerwał mu rozmyślania i była to dziewczyna, która potwierdziła, że potrafi przywoływać ożywieńce i po kilku dodatkowych słowach zaczęła się rozklejać, a w głowie wojownika ugotował się plan.
- Jak już wcześniej mówiłem, można odwrócić jakoś ich uwagę i zwiać, a ożywieńcy mogą się okazać w tym pomocni. Normalnie preferowałbym walkę, ale... - spoglądnął na smutną i płaczącą kobietę, która w tej chwili przypominała jakąś małą dziewczynkę - ...w zaistniałej sytuacji wolałbym nie doprowadzać do bezpośredniej konfrontacji między nami, a tymi smokowcami. To akurat będzie sprawa drugorzędna - w razie gdyby dywersja spaliła na panewce i te stwory odkryłyby naszą obecność, do czego lepiej by było gdyby nie doszło.
Last edited by Bezix on Tue, 2 Oct 2012, 22:01, edited 1 time in total.
1Magol
Odbębniacz postów
Posts: 54
Postać w RPG: Eddilard Wolfire
Location: Łódź

Re: Rozdział I

Post by 1Magol »

Zabijanie smokowców... Już wolałbym obejść tę kotlinę dookoła i sprawdzić czy nie ma tu jakiejś wyrwy, bądź mniej stromego fragmentu, do wspinaczki.... - Edd rozejrzał się po czym spostrzegł oddalającą się Evę, która to zasugerowała rozmowę z Dziadem po czym postanowiła "odłączyć" się od drużyny - Nie powinna chodzić sama... - wzdychnął - Może być ich tu więcej - powiedział cicho i zerknął na Dziada. - Ja do niego nie idę... - powiedział i spojrzał się na rozklejającą się Elley - Nie martw się, coś mi mówi ze nie trzeba będzie ich zabijać... a tym czasem, mogłabyś porozmawiać z Rhazalem - Edd przełknął ślinę - Ciebie pewnie nie skrzywdzi, a i ty trochę się odstresujesz... - Edd niezbyt wierzył w ostatnie słowa, które wyszły z jego ust ale cóż, nie widział innego sposobu - My w tym czasie z Terillem i Faliborem pomyślimy jak odwrócić ich uwagę, bądź przejść bez zwracania ich uwagi...

Ożywieńcy... nie głupi to pomysł, ale czy bestia się na to złapie?
- Powiedział do towarzyszy, usiadł na kamieniu wyjął fajkę, nie tak wielką, pięknie przyozdobioną jak ta Dziadowa ale zawsze jakąś, znalazł w torbie ostatnie porcje ziela, zapalił i patrząc się to na wojowników to na Evę oraz wciąż obserwując teren czekał na jakieś sugestie gdyż on sam... cóż nie miał ochoty nawet myśleć o smokowcach, przynajmniej jeszcze nie...
Landaen
Łowca postów
Posts: 139
Postać w RPG: Falibor

Re: Rozdział I

Post by Landaen »

- To ile wy chcecie jeszcze nad tym myśleć? - zapytał z autentycznym zdumieniem w głosie Falibor, kiedy tylko usłyszał propozycję Eddilarda. - Nie ustaliliśmy tego jeszcze? Zabijamy - to znaczy, Dziad zabija matkę, zanim ta się zdąży obudzić. Z jednym młodym pewnie damy sobie radę... Na Aonira, byle wsiury ze słomą w butach i widłami w rękach ubiłyby jednego smokowca, jeśli by w kupie szli. A jeśli Dziadyga nie potrafi lub nie jest skłonny nam pomóc, wtedy Elley przywoła te swoje ożywieńce. Pytasz, czy bestia się na to złapie? A pewnie. Też bym się wściekł, jakby podszedł do mnie jakiś szkielet i zaczął mnie tłuc czymś po grzbiecie. I nie nasza zasmucona czarownica pójdzie po Dziada, tylko ja, bo to raz, że rozmowa z Rhazaalem raczej nie jest czymś, co potrafi człowieka odstresować, a dwa... Dość mam tych rozmyślań. Radźcie sobie sami, jeśli macie o czym.
Wojak ruszył w kierunku, w którym oddalił się Dziad, uprzednio zabierając po drodze dziadkową laskę i tobołek - taka drobna uprzejmość, niech się staruszek nie męczy. Minął po drodze miejsce, w którym to trafili tutaj oraz podziwiał masywy skalne - ot tak, z braku ciekawszych widoków. W końcu wyszedł na otwartą przestrzeń, a w chwilę później znalazł staruszka.
Ten zaś, schyliwszy się nad ciałem młodzika... topił je. Topił je tak, jak zrobił to wcześniej z naramiennikiem Terilla, kiedy zaś skończył, ukrył kości pod kamieniami. Dość... niecodzienny pochówek.
- Pogrzeb skończony? - zapytał Dziada. - Czy może przykrylibyśmy to jeszcze kamieniami, usypali skromny kurhan? Jakoś nieskładnie tak te kości zostawiać, jeszcze się duch zmarłego obrazi i zechce nas nawiedzać... Tak czy owak, zdecydowaliśmy się wreszcie ruszać, a uzgodniliśmy, że dobrze będzie jednego z tych smokowców ubić od razu, zanim się jeszcze zdąży obudzić. Matkę najlepiej. Tyle tylko, że niektórzy mają wątpliwości, czy podołamy... Innymi słowy, przydałaby się nam twoja, panie Rhazaal, pomoc.
Eon
Postrach moderatorów
Posts: 633
Postać w RPG: MG
Location: nadejdzie śmierć?
Contact:

Re: Rozdział I

Post by Eon »

W istocie, oczy Falibora nie robiły mu głupich psikusów, przewodnik faktycznie grzebał małolata w ten niecodzienny sposób, topiąc jego ciało. Trzeba przyznać, że wychodziło mu to świetnie (czyżby wprawa?), wyjątkowo dokładnie. Kości nie zostały naruszone, przez co chwilę później spoczęły przykryte kamieniami. Dziad, najwyraźniej znudzony wszystkim dookoła, pozwolił sobie na głębokie westchnięcie.

- Co się skradasz, jak jakiś zdechlak... zjawa, znaczy się - warknął, nawet nie odwracając głowy do podchodzącego doń wojownika. Nie zaszczycił go spojrzeniem, na nowo poświęcając się pedantycznemu poprawianiu poczerniałych bandaży. Wydawało się, iż wcale nie słucha. Ani nie potakiwał, ani nie wtrącał kilku groszy, absolutnie niezainteresowany braniem udziału w rozmowie. Ignorowanie i traktowanie ludzi jak powietrze musiał opanować do perfekcji po tylu latach, prawda? Ostatecznie jednak, po kilku solidnych momentach ciszy, kiwnął głową na stertę kamieni, wskazując na nie palcem. - Ależ proszę uprzejmie, grabarmistrzu od siedmiu i ćwierć boleści, nie zamierzam cię powstrzymywać, skoro tak bardzo żal ci tamtego typa - dawka sarkazmu w wypowiedzi Dziadygi mogłaby przenosić góry, a i okazało się także, że niespecjalnie straszne mu neologizmy. Żeby nie było zbyt różowo, przyszłe działania burkliwego jegomościa potwierdziły, jakoby nie żartował. Odbierając laskę, worek oraz fajkę (która to natychmiast wylądowała w zębiskach), ponownie wskazał palcem na miejsce, gdzie Falibor zamierzał stworzyć kurhan. Tak, zamierzał i wkrótce zabrał się do pracy wiedząc, że Dziadkowi odmawiać nie wypada, szansa zaś na usłyszenie kilku dodatkowych słów, reakcji na prośbę o pomoc, istniała. Może...
*** Tymczasem nadobna dziewoja Eve wyruszyła samotnie w gęstą puszczę... de facto było to raptem kilkanaście drzewek, lecz ekipa kamratów szybko zniknęła odważnej damie z oczu. Zatrzymawszy się obok głazu, biła się z myślami. Równie dobrze zaraz odkryje ewenement na skalę światową, ukryty za masywami skalnymi, albo zostanie pożarta. "Raz kozie śmierć, dwakroć barana wskrzeszają", jak to mówi wieś. Wychyliwszy się zza okrąglutkiego głazu, przemknąwszy kawałeczek wzdłuż ściany znalazła ścieżkę prowadzącą w lewo, całkiem szeroką, otoczoną soczyście zieloną roślinnością. Prócz nowych, idealnie okrągłych brył, dostrzegła inną, większą, do złudzenia przypominającą menhir.

Gdy znalazła się w odległości metra, nie było mowy o pomyłce. Naprawdę widziała menhir. Co prawda wyglądał inaczej, nie posiadał fioletowego zabarwienia i był wyraźnie wyższy od tych, z którymi Runiczni Wojownicy łączyli się w teraźniejszości, ale po przejściu dwóch-trzech następnych kroków w jego kierunku, zaczął emanować z wewnątrz jasnym, żółtym światłem. Ciekawość popchnęła ją do śmiałej decyzji. Będziesz jej żałować, dudniło we łbie amazonce, na próżno, twarda baba się nie dała.

I pożałowała...
*** - Idiota. Ale jaja miał. Szkoda go w sumie - Dziad podsumował całość, kiedy Falibor spełnił się wreszcie w roli grabarza. Nadal mówił o młodzieniaszku, nie zamierzając zmieniać tematu. Czując na sobie spojrzenie szarych ślepi i charakterystyczną, dumną postawę wojaka uśmiechnął się szczerze. - Dziecko drogie, czy ja ci wyglądam na jakąś fantastyczną broń, zdolną wymazać istnienie smokowca mrugając oczami? Mam na czole napisane włócznia albo kusza, czy co? - lamentował, akcentując wybrane na poczekaniu nazwy oręża, rozkładając bezradnie ręce i racząc powietrze wokół dymem.

Tym nie mniej, Rhazaal był w patowej sytuacji, zadając dwa pytania retoryczne pod rząd. Bo o ile drugie funkcjonowało jako zgryźliwe dopełnienie, to na pierwsze odpowiedź brzmiała "tak". I mężczyzna z opaską to wiedział. Mrucząc przekleństwa pod nosem, schował fajeczkę i przerzucił wór przez plecy.

- Chodź. Coś poradzę - dodał, klepiąc po ramieniu cmentarną hienę, ruszając w stronę kompanii. Oj, chyba ten przydomek na długo pozostanie w pamięci im obojgu...
*** Podły, zły, zdradziecki menhir. Zabójczy! Evanesca przekonała się o tym na własnej skórze, gdy nagle żółte światełko rozbłysło z olbrzymią mocą, gwałcąc źrenicę dziewoi w cudacznym pancerzu. Nie było czasu, by odpłacić mu się jakimś kopniakiem, bowiem kamulec kolokwialnie mówiąc olał prawa grawitacji, strasznie stęskniony, oczekując czułości... Stary Iberin z pewnością umarłby ze śmiechu, widząc pyskatą tancerkę ostrzy przyklejoną do zimnej, świecącej powłoki. I tak, panienka Irenvire musiała znosić te katusze przez dwie bądź trzy zdrowaśki, zanim anomalia ustąpiła. Wtedy poczuła się, jakby ktoś zdjął z jej barków kilka tłustych trolli, jakby coś "oddała" ze środka, wątrobę, serce, duszę na przykład... znała coś podobnego, nigdy nie odczuła tego równie intensywnie, co dziś; chyba nawiązała połączenie. Pytanie brzmi, jak?

Opanowawszy zawroty głowy spostrzegła po przeciwnej stronie, opartego o pobliski grab mężczyznę. Trup. Leżał tam od niedawna, krew jeszcze nie zaschła do końca, prześlicznie komponując się z kontrastującą powierzchnią pod stopami. Zamordowanym był nieduży facecik, odrobinkę starszy z wyglądu od ofiary Dziadygi. Dlaczego zamordowany? Głęboka rana na środku klatki piersiowej, choć nie odezwała się ani słowem (niemowa jakaś?), była niezwykle sugestywna.

I w tym momencie na usta Eve leniwie wpełzł uśmieszek. Martwy posiadał łuk, krótki łuk. Kołczan z czterema myśliwymi strzałami też się znalazł. Natomiast najbardziej interesujący okazał się zwój, pomięty, pożółkły... czytelny! Na odwrocie ktoś maznął sobie piktogram, nadgryzione jabłko zamknięte w kształcie przypominającym romantyczne wyobrażenie ludzkiego serca... względnie pośladki. Obok leżał symbol czegoś nieodpowiedniego, zakazanego, a niżej wytłuszczonymi literami zapisano krótkie, męskie imię. O co chodzi? Nieważne! Właściwa część zwoju, okraszona zdobieniami... dla fanatyczki potyczek słownych była niezrozumiała. Zupełnie inny język. Podołała w rozszyfrowaniu zaledwie dwóch słów, mianowicie "grad", plus "obszar". Tajemnicza formuła? List? Jabłko w dupie? Intrygujące...

Damie pozostało tylko wrócić do drużyny i podzielić się nowinami. Tak też zrobiła.
*** - Pan Rhazaal? Kto to w ogóle wymyślił? Wolę już być nazywany starym grzybem. I uprzedzając pytanie, bo pewnie by padło: nie, chuj to nie jest moje trzecie imię - brodacz bulwersował się w drodze powrotnej. Połączywszy się na powrót w sześcioosobowy zespół pomyleńców, zachowywał spokój, póki nie skupił uwagi na trzymanym w łapkach Eve nowym znalezisku. - Paskudna, ludzka robota, łęczysko koszmarne, tragiczny dobór drewna. Da się strzelać - wymruczał. Dziadkowe oblicze rozpromieniło się. - Zaopiekuję się tym.

Przejąwszy łuk i pociski do niego (swoją drogą ciekawe jakie miał powody, by nosić ze sobą własne strzały, ale łuku to już nie...), sprawdził cięciwę, poszukał uszkodzeń w grotach, a następnie odłożył oba przedmioty na ziemię, w akompaniamencie worka i laski. Namiętnie rozmyślał przez tchnień kilka, potem zarechotał złowieszczo, wieszcząc tako:

- Kwadrans na ploteczki i wychodzimy z tej utopijnej dolinki - rzekł pokrzepiająco, automatycznie odłączając się od reszty, powracając do usilnego wciskania nochala w mapę. Miał plan. Spokojnie, podzieli się nim, najbliższe minuty można zdecydowanie lepiej wykorzystać, niż zawracając mu głowę, nie?

Z punktu widzenia na punkt patrzenia, punkt podparcia decyzji o... cholera, broń była tak niewielkich rozmiarów, że nawet pięść starca mogła uchodzić za groźniejsze narzędzie zagłady. Co teraz?

[Najchętniej widziałbym jako pierwszy post Aileen, ale jak komuś się strasznie śpieszy by odpisać, to proszę bardzo.]
Aileen
Wójt
Posts: 216
Postać w RPG: Evanesca | Fay
Location: Ależ skąd!
Contact:

Re: Rozdział I

Post by Aileen »

Evanesca, po przekroczeniu ostatnich skalnych rumowisk spodziewała się wszystkiego - nowych smokowców, gniazda, resztek zdobyczy, zwłok, ewentualnie któregoś z zagubionych towarzyszy (lub jego kawałka). Wszystkiego, tylko nie tego, co tam znalazła.
Kamienie.

Kamienie! A właściwie jeden, szczególny kamień. Nie ulegało wątpliwości, że właśnie odkryła menhir. Co prawda, w obecnych czasach nikt nie słyszał o Runicznych Wojakach a menhiry tworzono w różnych celach. Ot, chociażby twór nekromanty-amatora. Ciekawość dziewczyny zwyciężyła, podeszła do gładkiego głazu, który rozjarzył się, gdy się zbliżyła.
Zanim zdążyła zawołać "Ratunku", głaz rozbłysł jasnym światłem. Po chwili niewidzialna siła przyciągnęła ją do zimnej, chropowatej powierzchni, wyduszając powietrze z płuc. Pomimo szczerych chęci, nie udało jej się uronić ani jednego nieprzyzwoitego epitetu pod kątem pola grawitacyjnego, a kiedy wreszcie menhir ją "puścił", skupiła się na odzyskaniu oddechu.
Następne kilka chwil spędziła na wpatrywaniu się z niedowierzaniem w menhir.
Co się przed chwilą stało? Niejednokrotnie łączyła się z menhirem podczas swoich podróży, ale były to menhiry specjalnie stworzone dla run. Żaden z nich nie działał jak olbrzymi magnes i nigdy wcześniej nie czuła się tak... dziwnie.
Evanesca nie należała do osób o dużej empatii, lecz teraz wiedziała już jak może się czuć wydrylowana czereśnia. Podeszła niepewnie do głazu i w dziwnym odruchu przysunęła do niego głowę, jakby chciała posłuchać, czy w środku ktoś siedzi. Wtedy dostrzegła trupa.
Trup szybko okazał się ciekawszym obiektem badań niż zimny i kompletnie nieruchomy głaz. Zwłaszcza, że denat ewidentnie został zamordowany przez drugiego humanoida. Rana na piersi nie wyglądała jak cios pazurów czy ogona smokowca. Oględziny ran również zostawiła na później gdy dostrzegła, że trup ma przy sobie łuk, a także... zwój.
Doigrałeś się, bratku... - mruknęła, zerknąwszy na bazgroły. Ludzie w przeszłości byli jeszcze mniej tolerancyjni niż w teraźniejszości, a ówczesnej przyszłości. Już miała zmiąć i wyrzucić pożółkłą kartkę, gdy dostrzegła na odwrocie napisy.
Znowu miała ochotę zakląć brzydko. Zwoje takie jak ten nieodłącznie kojarzyły jej się z zaklęciami. I wszystko byłoby cudownie, gdyby nie to, że dziewczyna nie miała zielonego pojęcia o tym, co jest na kartce. Ot, jakieś literki. "Grad" i "obszar". Równie dobrze jakaś zawiła poezja, co prognoza pogody, traktat o ekologii tych terenów, ewentualnie zaklęcie powszechnie znane jako "Zamieć", lub też jej ognisty odpowiednik.
Wzruszyła ramionami i zabrała łuk. Wydawał się jej porządny, dość dobrego gatunku. Pamiętała jednak, że Rhazaal wdał się kiedyś w sprzeczkę dotyczącą łucznictwa i najwyraźniej sporo wiedział o tym fachu. Może jemu się przyda...


- Paskudna, ludzka robota, łęczysko koszmarne, tragiczny dobór drewna. Da się strzelać - wymruczał staruch. - Zaopiekuję się tym.
Evanesca zerknęła na niego spode łba, ale nic nie powiedziała. Starszy pan najwyraźniej zakończył ceremonie pogrzebową i dołączył do drużyny. Ba, wyglądał nawet na takiego, który wie co robić. No cóż, skoro ma już na koncie jednego trupa, co mu przeszkodzą dwa kolejne? Evanesca zerknęła w stronę niczego nie podejrzewających smoczków i nagle, co dziwne, zrobiło jej się ich żal.
A może by tak podrzucić im trupka...? - rozmyślała nad bezkrwawym rozwiązaniem problemu. Przez chwilę zupełnie zapomniała o schowanym przez nią zwoju. Nie umiała go odczytać, ale była pewna, że przynajmniej jedna osoba z drużyny to potrafi. Problem w tym, że prędzej zaśpiewałaby kołysankę dwóm gadzinom, niż podzieliła się wiedzą z kimkolwiek. A przynajmniej, na chwilę obecną.
Spoiler:
Szaleństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bardziej szalone, tym bardziej logiczne, tym bardziej wyrafinowane, tym bardziej wymowne, tym bardziej olśniewające.
Landaen
Łowca postów
Posts: 139
Postać w RPG: Falibor

Re: Rozdział I

Post by Landaen »

Z pracami grabarskimi Falibor uporał się szybko i już po chwili miejsce spoczynku śmiałego, acz głupiego młodzika znaczył niewielki, ziemny kopczyk, nakryty kamieniami. Krótka modlitwa do Hirina - ot, jakoś tak, wypadało - i wojak był gotów do drogi.
W chwilę później najmita znalazł się w dość krępującej sytuacji - nie wypadało Dziadydze przyznać, że tak, że ma go za... no, może nie tyle za broń, ale za kogoś, kto ze smokowcami poradzi sobie bez większego wysiłku (pokaz fachowego topienia zwłok mocno się do tego przyczynił). Szczęściem jednak pan przewodnik odpowiedzi nie oczekiwał, więcej - zadeklarował swoją pomoc.
Na bulwersację Dziada odmruknął coś tylko niezrozumiale, nie bardzo chcąc się wdawać w dłuższe rozmowy. Szczęściem nie musiał, gdyż uwaga staruszka skupiła się na łuku - prawdziwym skarbie, zważywszy na obecną sytuację. Przyszłość smokowców zaczęła się nagle rysować w nieco mroczniejszych barwach.
Kwadrans na ploteczki? Zdaniem Falibora było to o kwadrans za dużo. Cóż jednak mu było robić, wojak zasiadł sobie na trawie w cieniu kamienia, spoglądając na śpiące bestie. Słonko grzało przyjemnie, wokół względna cisza i spokój... Najmita wydobył z sakwy krasnoludzką brandy - prawdziwy skarb w każdym obcym miejscu - i pociągnął łyk napoju z pękatej butelczyny. Powszechnie wiadomo było, że ten zacny trunek jest doskonałym lekarstwem na smutek, bóle zębów i problemy z oczami, Falibor odkrył zaś jeszcze jedno jego działanie - nadawał on pewnej swojskości nawet najdzikszym ostępom. Cenny płyn należało jednak oszczędzać - Aonir wie, co piją miejscowi... o ile w ogóle są tu jacyś miejscowi. W końcu pozostało mu więc tylko czekać na walkę - zabijając czas, wojak ją przywoływać w umyśle wyimaginowane obrazy czekającego go starcia w różnych wariantach.
1Magol
Odbębniacz postów
Posts: 54
Postać w RPG: Eddilard Wolfire
Location: Łódź

Re: Rozdział I

Post by 1Magol »

Eddilard nie był zdziwiony decyzją i zachowaniem Falibora, ba! Nawet był w duchu zadowolony iż to ktoś kompetentny pójdzie pogadać z Dziadem, w głębi serca nie chciał by ktokolwiek tam szedł, ale skoro ktoś się zgłosił... w międzyczasie Edd usłyszał zza skał głuche ale potężne uderzenie - pewnie to nic takiego... - pomyślał, po czym nie zastanawiając się począł zjadać ostatnie kęsy swojego upolowanego niespełna cztery dni temu dzika.
Cholerny portal... - Powiedział przegryzając - nawet... zawszony dzik... nie smakuje tak samo... przez tą magie...
Może zostało mi trochę tego trunku od karczmarza?
- Edd zaczął szukać w skórzanej torbie jakichkolwiek oznak manierki, butelki albo chociaż bukłaku ale na próżno... - Kurwa mać... - powiedział bez skrupułów i ze złości omal nie wyrzucił kości z kawałkami wieprzowiny w stronę smoczków. Edd chyba zdał sobie sprawę że jego manierka została przy tym dużym kamieniu na którym siedział w tamtych czasach...

Po chwili wróciła Eva z łukiem, wyglądała jakby ktoś albo coś... Nieważne... Edd nie chciał myśleć o tym teraz, uśmiechnął się więc do niej tylko po czym wzrok jego skierował się na ręce wojowniczki albowiem broń znajdująca się w jej posiadaniu, w tej grupie oznaczała jedno... Śmierć smokowców do której Edd nie chciał nawet przykładać palców, wojownik nie chciał nawet do nich podchodzić, ale cóż jest teraz częścią grupy czyż nie? Zobaczywszy Dziada wracającego z Faliborem Edd czuł, albo może po prostu miał nadzieję - że to koniec ze smokowcami... Wszystko pójdzie zgodnie z planem Falibora...

- Paskudna, ludzka robota, łęczysko koszmarne, tragiczny dobór drewna. Da się strzelać, zaopiekuję się tym - Powiedział Dziad po czym jeszcze raz sprawdził broń, która wydawała się być zabawka dla dzieci...
Nie potrzebujemy więcej czasu - pomyślał lepiej zrobić to teraz i mieć to z głowy - Ehhh - wzdychnął po czym zobaczył coś co po części uradowało jego duszę ale z drugiej strony zasmuciło - Albowiem Falibor wyjął z sakwy butelkę... Nie byle jaką butelkę, o nie... Edd z daleka rozpoznałby ten zapach - Brandy... - Powiedział cicho i bezwiednie i przełknął ślinę starając się przełamać chęć zagadania do najemnika... Na szczęście jego męczarnia nie trwała długo, Falibor już po chwili schował butelkę.
Po tym zajściu Edd przeszedł parę kroków usiadł na kamieniu pod cieniem którego pił najemnik i dokończył palenie ziela, które zaczął jeszcze po "tamtej" stronie.
Aileen
Wójt
Posts: 216
Postać w RPG: Evanesca | Fay
Location: Ależ skąd!
Contact:

Re: Rozdział I

Post by Aileen »

Wyimaginowane obrazy czekającego ich starcia kłębiły się także i w jej głowie, choć zdecydowanie przeważały pomysły jak tego starcia uniknąć. Pomysł z trupem odpadł na wstępie, choć doskonale wiedziała, że z łatwością znajdzie osobę zdolną rozwlec flaki po okolicy, po zasugerowaniu że denat połknął sakiewkę. Zwłokom należało jednak okazywać względny szacunek, nie chciała przy tym dodatkowo podpaść Dziadowi, który zademonstrował wyjątkowo prawą postawę wobec zmarłych (gdyby wiedziała co zrobił z ciałem, pewnie szybko zmieniłaby zdanie...)
W jej głowie pojawiały się coraz bardziej skomplikowane plany, które jeden po drugim okazywały się bezużyteczne. Naprawdę wolała nie zabijać zwierząt, Ereon wie co w przyszłości może się z nimi dziać. Niemniej jednak, chyba pozostanie jej jedynie podpalić im kuper i celować w miękkie łuski na brzuchu...
Podpalić im kupry? Chwileczkę...

- Wstrzymajcie się, Dzia... panie Rhazaal. Obawiam się, że jednak obejdzie się bez rozlewu krwi. Czy mogę liczyć na pomoc w przypadku gaszenia ognia?
Fajeczka przechyliła się nieco a w powietrze wzbiła się chmura dymu.
- Każde zwierzę boi się ognia. Jeżeli wywołam dostatecznie widowiskowy pożar tuż przed ich nosem, te niewiele myśląc wezmą łapy za pas i schronią się we wnętrzu tej kotliny. Innej drogi nie będzie, zablokuję płomieniami przesmyk. Kiedy one uciekną w popłochu, my wyskoczymy zza krzaków i wymkniemy się z doliny. Podejrzewam, że będę w stanie zagasić ogień dostatecznie szybko, byśmy umknęli niezauważeni, ale na wszelki wypadek potrzebuję wsparcia.
Miała dziwne wrażenie, że patrzą się na nią jak na wariatkę. Jeśli chodzi o dziada, trudno osądzać spojrzenie oczu bez źrenic, nie?
- Do wyleczenia wysypki miałam użyć wydzieliny ognistego smokowca, nie mówiąc już o wyglądzie samej twojej ręki. Jeśli nie władasz magią ognia, to jesteś z nią związany w jakiś inny sposób. Stąd moje pytanie.
Nie wiedziała co powinna wyjaśniać reszcie drużyny, więc tylko wzruszyła ramionami.
- Jakieś obiekcje? Gdyby się nie udało i tak mieliśmy je załatwić. A może mamy w drużynie ogniomistrza, któremu lepiej idzie gaszenie ognia, niż jego rozniecanie?
Spoiler:
Szaleństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bardziej szalone, tym bardziej logiczne, tym bardziej wyrafinowane, tym bardziej wymowne, tym bardziej olśniewające.
1Magol
Odbębniacz postów
Posts: 54
Postać w RPG: Eddilard Wolfire
Location: Łódź

Re: Rozdział I

Post by 1Magol »

Edd naprawdę liczył że obejdzie się bez jego udziału, zwłaszcza że chodziło tu o zabicie smokowców... - Gaszenie ognia... Hmmm - Dało się zauważyć jego irytacje oraz wyczuć ją w głosie wojownika. - Wydaje mi się że w tym wypadku mogę okazać się pomocny - powiedział i dmuchnął dymem z fajki, w której po niedługiej chwili skończyło się ziele - na bogów, nie mówcie mi że ziela też zapomniałem bo Hirin mi świadkiem że dam się zjeść smokowcom - pomyślał i począł nerwowo przeszukiwać torbę - Ufff jest - rzekł odetchnąwszy cicho i schował fajkę razem z zielem - Jak już powiedziałem mogę okazać się przydatny, w pewnym sensie - Edd zszedł z kamienia i skierował się w stronę Evy - Może nie jestem ogniomistrzem, ani jakimś mistycznym czarodziejem - powiedział i spojrzał się na Dziada kątem oka - ale znam się co nieco na magii lodu, więc w razie gdyby pierwotny plan się nie powiódł mogę postarać się stłumić twój ogień, tylko czy wszystkim pasuje taki plan? - powiedział do grupy a czekając na jakąkolwiek odpowiedź postanowił przyjrzeć się smokowcom (i dolinie) jeszcze raz... Może wypatrzy coś interesującego?
Eon
Postrach moderatorów
Posts: 633
Postać w RPG: MG
Location: nadejdzie śmierć?
Contact:

Re: Rozdział I

Post by Eon »

***
- Że co? Martwy facet i menhir? Dobre sobie. Nie zmyślaj mi tu, pewnie po prostu zahaczyłaś głową o gałąź... - Dziad wymamrotał pogardliwie, próbując poprawić swoje cztery litery w siodle. Zaraz, jakim siodle? - Co najmniej cztery razy pod rząd, jeśli chodzi o moją opinię. Miałaś jakieś halucynacje - staruch kontynuował pewny swoich osądów, ale widocznie stracił zainteresowanie rozmową, bo popędził konia i pognał na przód. Pierwsze zdanie wypowiedział pod nosem. Znał talent Eve do przekomarzanek i ani myślał wchodzić z nią w dyskusje na aktualny temat. Znając życie żadne z nich nie dałoby za wygraną i przez resztę życia toczyliby spór o coś równie nonsensownego, ja ta dziura w czasie, którą amazonka dobitnie odczuwała. Nie mogła sobie przypomnieć, co właściwie robiła dzień temu. Za mgłą wspomnień torturowały jej umysł wizje odnośnie jakiejś walki z czymś groźnym... jednego była pewna: coś zdecydowanie poszło nie tak.

***
W każdym razie, drużyna (a przynajmniej jej niedobitki) podążała śladem swego przewodnika, Dziada. Wszyscy zaś podróżowali konno. Tempo było wyraźnie pośpieszne, lecz nie na tyle, by męczyć wierzchowce dzikim galopem.

- Poznaję to miejsce. Nie ma mowy o pomyłce. Od godziny znajdujemy się na terytorium Cienia Drzew. Jak dobrze pójdzie, do kręgu przywołań dotrzemy na godzinę przed zachodem Słońca - Rhazaal krzyknął, nie zatrzymując się. Żaden członek grupy nie czuł się źle ani nie miał obrażeń fizycznych. Z nieznanych powodów jednak odczuwali, jakby sam Aonir pozamieniał im szare komórki. Nie pamiętali ostatniej doby.

Dla przewodnika liczyło się wyłącznie to co tu i teraz. Wyglądał na podekscytowanego, a Evanesce udało się go zainteresować historyjką o menhirze, czego naturalnie nigdy otwarcie nie przyzna.
Last edited by Eon on Sun, 9 Dec 2012, 21:23, edited 1 time in total.
Aileen
Wójt
Posts: 216
Postać w RPG: Evanesca | Fay
Location: Ależ skąd!
Contact:

Re: Rozdział I

Post by Aileen »

Evanesca po raz kolejny miała ochotę przydzwonić Dziadowi w ten pomarszczony łeb.
- Nie jestem ślepa i nienormalna, a gałęzie nie walą ot tak przechodzących... ludzi...
Siedzę na koniu.
W istocie, Evanesca, tak jak i cała drużyna, siedziała na koniu. Każdy na swoim, oczywiście. Jej wierzchowiec był ładnym, skarogniadym rumakiem, który szybko połapał się, że jeździec się zdekoncentrował. Zwolnił i wlókł się na końcu pochodu.
Siedzę na koniu i w dodatku jadę przez las.
Wszystko docierało do niej bardzo powoli. Ciepłe, wilgotne powietrze o specyficznym zapachu mokrego runa, liści i jagód. Zielonkawe światło przebijające przez rozłożyste, wielkie drzewa. Dziwny to był las, wyjątkowo stary, lecz jednocześnie pełen życia. Niedostateczna ilość światła sprawiała, że niewiele roślin zasłaniało widok między pniami, ścieżka także była dostatecznie szeroka dla dwóch koni jadących obok siebie.
We wspomnieniach tkwiła wielka biała plama. Doskonale pamiętała jedynie przygodę z menhirem oraz... och, smokowce. Cokolwiek się z nimi stało, nie czuła się ani poparzona ani chora.
Próbowała sobie przypomnieć czy przypadkiem nie piła czegoś, co podał jej Rhazaal, ale podobna sytuacja w ogóle nie mogła odnaleźć się w jej głowie. A przeciez powinna pamiętać przynajmniej kilka szczegółów przed. Takiej sklerozy nie miała nawet wtedy gdy zgodziła się wznieść toast z kilkoma krasnoludami.
Wierzchowiec otrzymał imię Cep, po tym jak zboczył ze ścieżki, by spróbować jagód z krzaka. Popędziła poirytowane zwierze i w kilka sekund galopem dogoniła Dziadygę. Jej wnętrzności zwinęły się w kłębek ze strachu - przecież ot tak nie traci się pamięci, nie? Reszta drużyny również wyglądała na lekko wymóżdżoną.
- Słuchaj, ty... stary dziadu. Co się znowu do diabła stało? Dlaczego my wszyscy... - obejrzała się - Chyba wszyscy, nie pamiętamy jakim cudem wyszliśmy z doliny?
Spoiler:
Szaleństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bardziej szalone, tym bardziej logiczne, tym bardziej wyrafinowane, tym bardziej wymowne, tym bardziej olśniewające.
Landaen
Łowca postów
Posts: 139
Postać w RPG: Falibor

Re: Rozdział I

Post by Landaen »

Coś się stało. Nie, nie chodziło nawet o to, że Falibor nie pamiętał dość sporego kawałka swojego życiorysu (zdarzało się mu to już wcześniej, choć raczej nie na taką skalę), czy że znalazł się w jakimś lesie nie wiadomo skąd, jak i kiedy. Nie. Najemnika niepokoiło tylko to, że siedział sobie w siodle. Pod nim, jak to często bywa, znajdował się koń. Nie byle jaki zresztą.
Bułany dzianet wyglądał na całkiem porządnego konia. Porządny koń zwykł zaś sporo kosztować. Jeśli nie miało się gotówki, cóż, zawsze można go było ukraść... Ukradł konia? Możliwe, możliwe... Biała plama w pamięci nieco utrudniała orientację. Ale w takim razie dlaczego nagle cała kompania znajdowała się w posiadaniu wierzchowców? Zdawało mu się, że przechodząc do tego świata byli zdani na własne nogi... a może nie? Jedna cholera wie.
No tak. Przy obecnym stanie pamięci Falibor niedługo zacząłby dochodzić do wniosku, że cała drużyna schlała się do nieprzytomności, wszczęła jakąś awanturę, ukradła konie, wreszcie galopem pognała do Cienia Drzew. Miast spekulować, lepiej było więc zwrócić się do ostoi mądrości w postaci Dziadygi. Najmita spiął więc konia, podjechał na przód, w sam czas, by usłyszeć, że nie musi się już trudzić - uprzedziła go amazonka. Skinął tylko głową na potwierdzenie że tak, że i owszem, on też niczego nie pamięta, po czym zajął się obserwacją otaczającej go przyrody i oczekiwaniem na odpowiedzi.
Elley
Skrytopisarz
Posts: 15

Re: Rozdział I

Post by Elley »

Zamyślona stała wgapiona w ziemie, kiedy Eddilard coś do niej powiedział. Szybko zebrała myśli, zrozumiała, że stara się ją pocieszyć. Posłała mu promienny uśmiech i kiwnęła głową. Wtedy Falibor zgłosił się, że on pogada z dziadem. Po jego wywodzie miała wielką ochotę walnąć go w najczulsze miejsce. On zaś zaczął pomagać przy grzebaniu zwłok. Minęło parę minut, kiedy zebrała wszystkie myśli. Wtedy pojawiła się Eve z bronią w rękach. Wyglądała trochę inaczej, niż kiedy odchodziła od grupy. Wolała nie pytać, co się stało. Po chwili siedziała na wierzchowcu, co ją totalnie zbiło z tropu. "Co...? Jak...? Gdzie...?" W jej głowie huczało mnóstwo pytań. Mimo tego zdekoncentrowania, siedziała na koniu pewnie, a kiedy usłyszała pytania zadane Dziadowi wyostrzyła słuch, dodała łydki, aby wierzchowiec zbliżył się do przodu, gdzie rozpoczęła się rozmowa. Czuła przy tym ogromną ulgę, że to każdemu się stało, a nie tylko jej. Nie zastanawiała się, co mogło się stać, ani przez moment. Uważała bowiem, że domysły nigdy nie były dobrą rzeczą. Wbiła wzrok w starca i z niecierpliwością czekała na odpowiedź.
1Magol
Odbębniacz postów
Posts: 54
Postać w RPG: Eddilard Wolfire
Location: Łódź

Re: Rozdział I

Post by 1Magol »

Ostatnią rzeczą jaka pamiętał Edd była ta zielona polanka na której w słońcu wylegiwały się smokowce, jeżeli pamięć go nie myliła nie wypatrzył tam nic godnego uwagi...
Teraz jednak problemem wojownika nie były smokowce na polanie, czy fakt że zapomniał swojej brandy. Nie, problem Eddilarda wydawał się być błahy, albowiem nic, zupełnie nic nie zagrażało jego życiu a co lepsze: wydawał się być jak najbardziej bezpiecznym (co z resztą nie czyniło go spokojniejszym). Jednakże po dłuższej chwili wytężania swego czerepu Edd zdał sobie sprawę iż jedzie przez gęsty, zielony las, na pięknym, zadbanym, białym wierzchowcu. Co więcej, przed chwilą minęła go Eva, której koń zwolnił z nieznanych bliżej Eddowi przyczyn.
Co się do dzieje? Gdzie są smokowce? Gdzie jest polanka? I co najważniejsze: gdzie na Aonira jestem ja?
Wojownik nie miał najmniejszego pojęcia o zaistniałej sytuacji.
Nie pamiętał nic od tamtej chwili. Wiedział natomiast jedno: że to nie mogła być sprawka Falibora i jego Brandy, ponieważ nigdy, nawet po weselu Arngrim'a nie miał zaników pamięci. A poza tym Edd pamiętałby gdyby najemnik postanowiłby podzielić się z nim butelką, takich momentów się nie zapomina
Eddilard pamiętał tylko jeden moment w swoim życiu gdy stracił fragment pamięci... jeszcze zanim służył u Sylweranda, po tym jak został trafiony smoczym oddechem. Ale przecież zgodnie ze słowami Dziada tamte smokowce nie umiały ziać ogniem, a nawet jeśli Staruszek się mylił co do nich, to Edd nie był ranny.

Po tych dobrych kilku minutach spekulacji oraz wytężania swego nader zmęczonego życiem umysłu, Edd pomyślał wreszcie i postanowił zasięgnąć pomocy u Dziadunia, jednakże - jak zwykle z resztą - Edda ubiegła Evanesca, która właśnie mijała wojownika.
Edd skinął głową w stronę wojowniczki by upewnić ją w jej przekonaniu. Zauważył także iż Falibor również tak zrobił, co skłoniło wojownika do jeszcze głębszego rozważania co tak naprawdę się stało...
Bezix
Łowca postów
Posts: 140
Postać w RPG: Terill Senus

Re: Rozdział I

Post by Bezix »

Terill wydawał się być spokojny jadąc przez las na białym wierzchowcu. Nie zwracał uwagi na to co się wokół niego działo - jakby świat nie istniał. Zastanawiało go skąd nagle znalazł się poza doliną, gdzie przecież planował jak pokonać drzemiące tam smokowce. Nie pamiętał co dokładnie się między tym, a teraźniejszością stało, co było dla niego dziwne, bo pamięć miał bardzo dobrą.
W końcu postanowił rozejrzeć się po pozostałych. Wydawali się być trochę skonfuzjowani.
Wygląda na to, że nie tylko ja borykam się z tym problem...
Eve jak zwykle próbowała wziąć sprawy w swoje ręce i zapytała Dziada o to co się wydarzyło.
Ktoś musiał.
Teraz dopiero Terill sprawdził czy nic mu przypadkiem nie zniknęło. O dziwo wszystko było na swoim miejscu, a co ciekawe, na koniu znajdował się bukłak z wodą, a że wojownik był bardzo spragniony, wypił jej dużą część. Jego umysł trochę się obudził, ale i tak nie zmieniło to faktu, że miał lukę w pamięci.
Post Reply